Ponad rok temu do prawa zamówień publicznych wprowadzono regulację, która umożliwiła wypłacanie przedsiębiorcom zaliczek. Był to jeden z elementów tzw. pakietu antykryzysowego. Ustawodawca chciał w ten sposób wspomóc przedsiębiorców. Często bowiem, chcąc wykonać zamówienie, sami muszą brać kredyty. Rzadko która firma ma takie nadwyżki finansowe, by kupić za gotówkę np. materiały budowlane.
Nawet nie pół procent
Dane za miniony rok pokazują, że przepisy te pozostały martwe. Na ponad 57 tys. ogłoszonych zamówień na roboty budowlane zaliczki przewidziano jedynie w 279. Jeszcze gorzej było przy dostawach. Zaliczkowanie pojawiło się tylko w 168 z prawie 62 tys. ogłoszeń. Ogółem ogłoszenia, w których przewidziane zostały zaliczki, stanowiły zaledwie 0,46 proc. wszystkich opublikowanych w Biuletynie Zamówień Publicznych.
– Pokazuje to, że tak naprawdę to przedsiębiorcy w znacznej mierze finansują publiczne zamówienia. To oni najpierw wykładają na nie pieniądze i dopiero po zakończeniu prac mogą się domagać zapłaty – mówi Piotr Wołejko, ekspert Pracodawców RP. W praktyce firmy muszą czekać na zapłatę miesiącami, a nawet latami. – W tym czasie mają ograniczone możliwości składania ofert w innych przetargach, gdyż brakuje im środków na potwierdzenie zdolności finansowej do wykonania następnych zamówień – dodaje ekspert.
750 tylko tyle zaliczek przewidziano w 2010 r.
Dlaczego urzędy tak rzadko decydują się na płacenie zaliczek? Powody są dwa. Pierwszy to presja, której podlegają samorządy.