Ustawa o wdrożeniu niektórych przepisów Unii Europejskiej w zakresie równego traktowania została skierowana do podpisu prezydenta.
W stosunkach pracowniczych będzie miała zastosowanie wyłącznie w zakresie, w którym przewiduje szersze zabezpieczenie pracownika przed pracodawcą niż kodeks pracy. Będzie więc stosowana w relacjach pomiędzy pracownikami a osobami sprawującymi funkcje kierownicze i menedżerskie u danego pracodawcy. Do tej pory kierownik działu pozostawał bezkarny. Za naruszenie zasad równego traktowania w zatrudnieniu odpowiadał bowiem wyłącznie pracodawca.
Aby normy antydyskryminacyjne chroniące pracownika były skuteczne, pracownik nie może mieć obaw przed wystąpieniem w trakcie trwania stosunku pracy z roszczeniami, które zahamują taką dyskryminację.
Tymczasem, pomimo wprowadzenia art. 183e [link=http://www.rp.pl/aktyprawne/akty/akt.spr;jsessionid=F53324E6BAA29EFBEB22726828903BC4?id=76037]kodeksu pracy[/link], zgodnie z którym skorzystanie z uprawnień antydyskryminacyjnych nie może stanowić przyczyny wypowiedzenia przez pracodawcę stosunku pracy lub jego rozwiązania bez wypowiedzenia, rzadko który pracownik decyduje się wystąpić wobec aktualnego chlebodawcy z roszczeniami. Obawa przed utratą pracy jest większa niż uciążliwość dyskryminacji.
Dzięki nowej ustawie pracownik, którego kierownik np. pomija w wysyłaniu na szkolenia pracownicze ze względu na płeć lub orientację seksualną, będzie mógł dochodzić roszczeń odszkodowawczych bezpośrednio od swojego przełożonego z pominięciem wchodzenia w spór z pracodawcą. Możliwość ta może zmniejszyć lub nawet wyeliminować obawę pracownika przed utratą pracy. Roszczenia pracownika nie będą bowiem szkodzić bezpośrednio pracodawcy.