Praca dziennikarza, telepracownika, informatyka, przedstawiciela handlowego, inkasenta czy tłumacza nie wymaga – co do zasady – pracy zespołowej. Najczęściej wykonywana jest samodzielnie. Ta samodzielność nie oznacza jednak braku podporządkowania szefowi. Praca wykonywana jest pod jego kierownictwem, choć przełożony nie musi sprawować bezpośredniej kontroli nad właściwym wykorzystaniem przez pracownika czasu pracy. Nadzór ogranicza się do sprawdzania wykonanych zadań.
[srodtytul]Komu się to opłaca...[/srodtytul]
Wprowadzenie zadaniowego czasu pracy jest korzystne, gdy przepracowany czas jest uzależniony od organizacji pracy przez samego pracownika. Na przykład jeśli obowiązkiem handlowca jest zbieranie zamówień i pobieranie płatności za towary na terenie określonego województwa, a z zakresu jego obowiązków wynika, że ma odwiedzić 30 kontrahentów miesięcznie, to dla pracodawcy najważniejsze jest, aby zlecone zadanie było wykonane. To, jak pracownik zorganizuje sobie czas pracy, w zasadzie będzie jego samodzielną decyzją. W końcu pracownik, którego czas pracy jest mierzony zadaniami, ma swobodę w organizowaniu czasu pracy. Swoboda ta musi być jednak przez samego pracownika ograniczona, tak aby mógł w określonym czasie wykonać zadania . Dlatego zadaniowy czas pracy nie jest polecany osobom pozbawionym umiejętności samokontroli.
[ramka][b]Przykład[/b]
Doradca pośredniczy w zawieraniu umów kredytowych. Minimum, jakie musi wypracować, to 10 umów miesięcznie. Klientów przyjmuje w biurze, ale czasem umawia się także na mieście. Jest gadatliwy i jego spotkania trwają dłużej niż w przypadku innych doradców. Powoduje to, że nie wykonuje swoich obowiązków w standardowym czasie pracy (jest zmęczony i nie wykonuje normy). Taka osoba nie powinna pracować w zadaniowym czasie pracy.[/ramka]