Obowiązek dbałości o dobro pracodawcy to bardzo szerokie i nieostre pojęcie. Niezależnie od różnic w jego interpretacji, wszyscy zgadzają się z tym, że obejmuje ono również dbałość o mienie pracodawcy.
Nie ma kandydata do pracy czy pracownika, który kwestionowałby istnienie i zasadność (słuszność) takiego wymogu. Na ogół każdy się z nim zgadza bez zastrzeżeń. Nie wyobrażam sobie aplikującego o etat, który, odpowiadając na pytanie przyszłego szefa, czy zareagowałby na próbę kradzieży mienia pracodawcy, nie narażając własnego życia lub zdrowia, odpowiedziałby inaczej niż: tak!, oczywiście tak!
Krok od relatywizmu
Komplikacja zaczyna się dopiero w konkretnych sytuacjach. Jak ocenić określone zachowania pracownika, który widzi zagrożenie dobra pracodawcy, np. zachowaniami innego etatowca, i staje wobec wyboru – czy reagować (w domyśle: donieść), czy lepiej udać, że tego nie widzi?
Przykład
Pracownik jest naocznym świadkiem zachowania kolegi, który do swojej torby chowa materiały biurowe, np. ryzę papieru do drukarki, przybory do pisania należące do pracodawcy. Jednocześnie informuje, że to z przeznaczeniem dla jego dziecka, które pasjami lubi rysować, malować i uprawiać inne sztuki plastyczne. Pracownik jest z tym kolegą w dobrych relacjach, których nie chciałby psuć ani zwracać mu uwagi, a tym bardziej informować kogoś w firmie o takim postępowaniu.
Tymczasem takie zachowania nie są aż tak absolutnymi wyjątkami, żeby o nich nie mówić. Ich niebezpieczeństwo ma przy tym nie tylko wymiar ekonomiczny. W istocie stanowi naruszenie, a czasami wręcz unicestwia jeden z fundamentów stosunku pracy, jakim jest wzajemne zaufanie jego stron.