Rosną wraz z liczbą obsługiwanych lokalizacji, których obecnie jest 8,48 tys. – Abonamenty sprawiają, że prowadzimy biznes antykryzysowy. Między 2000 i 2010 r. liczba obsługiwanych przez nas lokalizacji wzrosła z zera do ponad 4 tys., a tylko w ciągu czterech lat między 2010 i 2014 r. już do prawie 9 tys., a to były słabe gospodarczo i reklamowo lata – zauważa Bielawski.
Gros punktów wyposażanych przez IMS w ekrany oraz urządzenia do emitowania muzyki i zapachów znajduje się dziś w Polsce, ale firma działa też na kilkunastu innych rynkach, np. w Singapurze. – Jeśli chodzi o muzykę, możemy dostarczać nasze usługi do dowolnej części świata i zarządzać całym procesem przez internet – mówi Kornacki.
Firmy współpracujące z IMS dostają urządzenia, które umożliwiają emitowanie dobranej dla nich muzyki bez utraty jakości, do jakiego doszłoby, gdyby była emitowana np. z komputera. Nieco trudniej jest z aromamarketingiem, bo oprócz urządzeń do emitowania zapachu trzeba dostarczyć także esencję i zapewnić serwis. Poza Polską IMS wpiera się wtedy zewnętrznymi specjalistami. – Bardzo trudnym rynkiem jest rynek digital signage, bo wymaga ogromnych inwestycji w infrastrukturę – zauważa Kornacki. Na tym rynku połamała sobie już zęby notowana na NewConnect spółka Call2Action. Na początku 2013 r. sąd zdecydował o jej upadłości – miała problemy z regulowaniem należności. W audiomarketingu sił próbowali np. najwięksi prywatni nadawcy radiowi, którzy się jednak z tej części rynku wycofali.
Zdaniem szefów IMS rynek, na którym działają, wciąż ma ogromny potencjał rozwoju. – Szacunki emitenta zakładają, że istnieje co najmniej 100–150 tys. punktów, w których można zainstalować systemy oferowane przez IMS. W przeliczeniu wielkość rynku to zatem poziom rzędu 500–600 mln zł – podawał Paweł Juszczak, analityk giełdowy Stowarzyszenia Inwestorów Indywidualnych w sylwetce spółki.
IMS mierzy jednak zamiary na siły. – Bardzo uważamy, żeby nie przeinwestować. Nasze tempo wzrostu jest zadowalające, choć nas nie do końca satysfakcjonuje. Ostre przyspieszenie mogłoby nam jednak przynieść zarówno sukces, jak i tarapaty. Chcemy rosnąć, ale jesteśmy już dziś za dorośli na hurraoptymistyczne ruchy – mówi Kornacki.
Lech Kaczoń, prezes Izby Gospodarczej Reklamy Zewnętrznej
Gdyby znalazła się firma, która skonsolidowałaby w Polsce wszystkie istniejące na rynku firmy działające w obszarze digital signage, na pewno osiągałaby znacznie lepsze wyniki niż wszyscy obecni gracze, wśród których jedni wegetują, a inni poszukują pieniędzy na inwestycje, jak Screen Network (w 2013 r. kontrolę w spółce przejęła Nova Group – red.). IMS wykreował na rynku własny produkt, na który najwidoczniej było zapotrzebowanie, bo się sprawdził. Ekrany emitujące treści reklamowe i rozrywkowe mają sens np. w klubach fitness albo w bankomatach. Nie sprawdziły się za to w aptekach ani na stacjach benzynowych. Problemem jest to, że digital signage to fragment niewielkiego rynku, z którego część pieniędzy ucieka do internetu. Na całym świecie jest jednak widoczny trend do łączenia działań prowadzonych na tych urządzeniach z urządzeniami użytkowników, jak tablety czy komórki. Dzięki temu nadawany przekaz może być zindywidualizowany.