Zazwyczaj do rozstania dochodzi z inicjatywy pracodawcy, ale pracownik też ma taką drogę. Jeśli czyni to za wypowiedzeniem, nie grożą mu żadne konsekwencje. Gdy podwładny chce odejść z dnia na dzień, najlepsze jest porozumienie z pracodawcą w tej sprawie. Ono też uchroni go przed roszczeniami finansowymi. Jeśli nie ma takiego paktu, jednostronna i natychmiastowa rezygnacja z pracy może się skończyć koniecznością zapłaty pracodawcy odszkodowania.
Czego się domagać
Na mocy art. 611 k.p. w razie nieuzasadnionego rozwiązania przez etatowca angażu bez wypowiedzenia na podstawie art. 55 § 11 k.p. pracodawcy przysługuje roszczenie o odszkodowanie. Odpowiada ono wynagrodzeniu pracownika za okres wypowiedzenia, a przy rozwiązaniu umowy zawartej na czas określony lub na czas wykonania określonej pracy – pensji za dwa tygodnie. Pracodawcy – w przeciwieństwie do podwładnego – nie przysługuje roszczenie o przywrócenie pracownika do pracy.
Chcąc dochodzić roszczeń od podwładnego, pracodawca nie musi wykazywać, że poniósł szkodę. Potwierdził to Sąd Najwyższy w wyroku z 29 kwietnia 2005 r. (III PK 2/05). Stwierdził, że nieuzasadnione rozwiązanie przez etatowca umowy o pracę bez wypowiedzenia na podstawie art. 55 § 11 k.p. usprawiedliwia żądanie od niego odszkodowania (art. 611 k.p.) niezależnie od tego, czy pracodawca poniósł szkodę. Domaganie się tego odszkodowania z art. 611 k.p. nie może być uznane za nadużycie prawa (art. 8 k.p.) z tego powodu, że wcześniej pracodawca odmówił z usprawiedliwionych przyczyn przyjęcia oferty etatowca rozwiązania umowy za porozumieniem stron. Brak zgody szefa na taki sposób rozstania może zatem albo skutkować kontynuacją stosunku pracy, albo skłonić pracownika do złożenia oświadczenia woli rozwiązania umowy za wypowiedzeniem lub bez wypowiedzenia w warunkach art. 55 k.p.
Niewykluczone, że w związku z nagłym i nieprzewidzianym odejściem etatowca pracodawca poniesie szkodę. W takiej sytuacji też może dochodzić odszkodowania i to nawet wyższego niż określone w art. 611 k.p.
Przykład