Nawet nie wiemy, jak dużo informacji zostawiamy w pracy. Prócz komputerów, Internetu, poczty elektronicznej są jeszcze kamery zakładowe, służbowe komórki, karty magnetyczne. Ta elektronika zostawia zaś ślady.
Pracodawca ma wręcz naturalną pokusę sięgania po dane zgromadzone przez tego rodzaju urządzenia, a nieraz jest wręcz do tego zmuszony.
[b]– Aż 7 proc. przychodu firm pada ofiarą wewnętrznych złodziei, oszustów, a także kooperantów i klientów[/b] – mówi Tomasz Dyrda z Ernst & Young. Może chodzić o proste kradzieże przedmiotów, ale też wyłudzenie pieniędzy, informacji, np. listy klientów czy jakiegoś pomysłu handlowego, marketingowego.
[srodtytul]Dwie drogi[/srodtytul]
Pracodawca ma w takiej sytuacji dwie drogi: zawiadomić policję lub prokuraturę bądź przeprowadzić wewnętrzne śledztwo. Wybiera zazwyczaj to drugie, bo organy ścigania zainteresowane są ujęciem sprawcy, a firma – ograniczeniem strat. Tym bardziej że ogólne straty zwykle wielokrotnie przekraczają to, co np. ukradnie czy wyłudzi pracownik.