Tak twierdzi generalny inspektor ochrony danych osobowych. Zastrzega jednak, że taka praktyka musi być prawnie uzasadniona.
[b][link=http://www.rp.pl/artykul/434682.html]Zobacz stanowisko GIODO [/link][/b]
[srodtytul]Nazwisko zamiast daty[/srodtytul]
Umowa na zastępstwo to rodzaj umowy terminowej, którą zawieramy na czas usprawiedliwionej nieobecności podwładnego. Decydując się na taki kontrakt, pracodawcy zastanawiają się, jak określić czas jego trwania. Możliwości są dwie: można wskazać konkretną datę, np. 31 lipca 2010 r., albo wpisać, że umowa na zastępstwo rozwiązuje się z chwilą powrotu do pracy np. Jana Kowalskiego.
Niektórzy prawnicy mają wątpliwości, czy ta ostatnia praktyka jest dozwolona. Okazuje się, że jak najbardziej, bo znajduje swoje uzasadnienie w przepisach. Przecież [link=http://www.rp.pl/aktyprawne/akty/akt.spr;jsessionid=B5E347C50E4D2860978BAD3D891C7A48?n=1&id=76037&wid=337521]kodeks pracy [/link]pozostawia pracodawcy wybór co do treści umowy o pracę, a jedynym przepisem, który to ogranicza, jest art. 29 k.p., wymieniając obowiązkowe elementy angażu.