Teraz większość firm planuje czas pracy na jeden, góra cztery miesiące, bo to standardowe okresy rozliczeniowe dla zatrudnionych w systemie podstawowym. Grafiki na ten czas ułożyć łatwo, ale wobec tak niestabilnego popytu na usługi, jaki mamy, trudno je realizować, bo w takich branżach jak usługowa nie zawsze jest praca.
[srodtytul]Będzie elastycznie[/srodtytul]
W niektórych miesiącach zatrudnieni nie robią nic, a w innych pracują ponad wymiar. Pakiet antykryzysowy ma temu zapobiec. Dopuszcza bowiem 12-miesięczne okresy rozliczeniowe i układane na ten czas co najmniej dwumiesięczne grafiki czasu pracy. Można planować je tak, by okresy dłuższej pracy były równoważone okresami pracy krótszej lub dniami wolnymi, ale to nie oznacza, że w niektórych miesiącach zatrudniony będzie pracował po dziesięć godzin dziennie, a w innych tylko sześć.
To jest niedozwolone, bo powoduje pracę w nadgodzinach dobowych, a dopuszczalne zasadniczo tylko w systemie równoważnym. W większości wypadków, gdy jest on podstawowy, praca będzie układana np. tak, że w miesiącach dobrej koniunktury dni pracy będzie sześć lub siedem w tygodniu, a w innych miesiącach, kiedy popyt na usługi maleje – np. tylko trzy. To są ogólne zasady, które muszą wynikać z układu zbiorowego pracy lub porozumienia ze związkami zawodowymi.
[srodtytul]Nie wszyscy zyskają[/srodtytul]