[b]Jeszcze do niedawna przy zamówieniach poniżej tzw. progów unijnych (133 tys. euro lub 206 tys. euro) przedsiębiorcy nie mieli prawa odwoływać się do Krajowej Izby Odwoławczej[/b]. Przywilej taki dała im dopiero nowelizacja przepisów, która obowiązuje od 24 października.
[srodtytul]Inne były intencje [/srodtytul]
Jacek Sadowy, prezes Urzędu Zamówień Publicznych, już na etapie prac nad projektem zmian zastrzegał, że nowe uprawnienia mają być ograniczone tylko do obrony własnej oferty (wywiad w "Rz" z 3 marca). W myśl jego założeń poniżej progów unijnych dalej nie powinno być możliwe podważanie przed KIO poprawności konkurencyjnych ofert, a także domaganie się wykluczenia konkurencyjnych wykonawców. Odwołania w pełnym zakresie mają obowiązywać od progów 133 tys. lub 206 tys. euro przy zamówieniach na dostawy i usługi oraz od 5,15 mln euro przy robotach budowlanych.
[b]Pojawiły się jednak wątpliwości, czy w uchwalonym brzmieniu przepisy rzeczywiście wprowadzają zakładane ograniczenia.[/b] A wszystko dlatego, że wypadło jedno słowo podczas prac legislacyjnych. W projekcie mowa była o tym, że odwołanie przysługuje wyłącznie od rozstrzygnięcia protestu dotyczącego "czynności" wykluczenia wykonawcy i odrzucenia oferty. [b]Tymczasem w uchwalonym brzmieniu art. 184 ust. 1a [link=http://aktyprawne.rp.pl/aktyprawne/akty/akt.spr?id=247401]prawa zamówień publicznych [/link]mówi już o protestach dotyczących wykluczenia wykonawcy i odrzucenia oferty.[/b] W pierwotnej wersji nie było wątpliwości, że chodzi tylko o sytuacje, gdy własna oferta została odrzucona lub wykonawca wykluczony. Teraz zaś niektórzy prawnicy czytają przepis w ten sposób, że odwołanie można składać także wtedy, gdy w proteście domagano się odrzucenia cudzej oferty (lub wykluczenia wykonawcy). Taki protest też bowiem "dotyczy odrzucenia oferty".
– W tym brzmieniu prawo zamówień publicznych pozwala na składanie odwołań dotyczących poprawności konkurencyjnych ofert także poniżej progów unijnych. Być może intencja ustawodawcy była inna, ale przepis jest jednoznaczny – mówi Arkadiusz Szyszkowski, doktorant w Polskiej Akademii Nauk.