Zawsze przecież mogą się zdarzyć nadzwyczajne sytuacje, których nie mogliśmy przewidzieć i nie mamy na nie wpływu (trzymając się naszego przykładu, może to być np. wprowadzenie embarga na dostawy/sprzedaż farb). Trudno mieć w takiej sytuacji pretensje do jednej ze stron kontraktu, że nie może go prawidłowo wykonać (o ile oczywiście nie było to z wyprzedzeniem ogłoszone przez władze państwowe). Tego typu klauzule wyłączające niejako odpowiedzialność nazywane są z reguły klauzulami siły wyższej.
[ramka][b]Przykład 1[/b]
Strony nie ponoszą odpowiedzialności za niewykonanie umowy w całości lub części spowodowane siłą wyższą, za którą uważa się wydarzenia, które w chwili podpisania umowy nie mogły być przez strony przewidziane i zostały spowodowane przez okoliczności od nich niezależne i niemożliwe do przezwyciężenia. W szczególności za siłę wyższą strony uznają strajk generalny, akty terroryzmu, zamieszki, akty władzy państwowej uniemożliwiające realizację kontraktu, katastrofy naturalne, takie jak powódź, huragan, trzęsienie ziemi.[/ramka]
Zaletą korzystania z takich klauzul jest to, że niewykonanie bądź nieprawidłowe wykonanie kontraktu (np. opóźniona dostawa) nie musi oznaczać zerwania kontraktu (chyba że firmy tak ustalą). Dostawa towaru będzie mogła nastąpić, gdy ustaną przeszkody, a eksporter nie będzie musiał płacić odszkodowania za opóźnienie. Nieraz w klauzuli siły wyższej upatruje się swoistego remedium na każde nieprzewidziane umową zdarzenie, zapominając o pewnych ograniczeniach zeń płynących. Należy jednak pamiętać, i trzeba to wyraźnie podkreślić, że nie można utożsamiać każdego nieprzewidzianego przez strony zdarzenia z przypadkiem wystąpienia siły wyższej.
[srodtytul]Arbitraż dla niecierpliwych[/srodtytul]