Maurycy Allerhand w klasycznych wywodach komentujących ten przepis w pewnym tekście tłumaczy go w ten sposób, iż wspólnicy, zawiązując spółkę, nierzadko są w stanie przewidywać przyszłe potrzeby kapitałowe, nie mają jednak potrzeby wnoszenia całego kapitału bezpośrednio po zawiązaniu tejże spółki. Wtedy bowiem notarialnie protokołowane uchwały wymagające kwalifikowanej większości stanowiłyby zbędną formalizację założonego z góry procesu kapitalizowania spółki. Z tych to przyczyn właśnie podwyższenie kapitału zakładowego zostało opisane w k.h. jako podwyższenie na mocy dotychczasowych przepisów umowy spółki. Określenie to rozumiane dosłownie kazałoby raczej sądzić, że umowa spółki (akceptowana przecież przez wszystkich wspólników) określi wstępnie harmonogram takich podwyższeń, które następnie będą uszczegółowiane w poszczególnych, podejmowanych stosownie do potrzeb uchwałach.
Innymi słowy pojęcie „dotychczasowych postanowień umowy spółki” na pewno nie miało oznaczać prostego zapisu, zgodnie z którym podwyższenie kapitału zakładowego bez zmiany umowy jest możliwe.
Komentatorzy k.h. wywiedli ponadto pogląd, iż umowa jednak powinna była określać maksymalną kwotę kapitału zakładowego, do której można było podwyższyć kapitał zakładowy na owej uproszczonej zasadzie. Mało kto już dzisiaj pamięta, że ta reguła w ogóle nie wynikała z przepisu, ale w najoczywistszy sposób wywodziła swoje istnienie z potrzeby zapewnienia ochrony mniejszości, która na takie podwyższenie mogłaby nie mieć ochoty.Prawdziwy przedwojenny sens tego przepisu, oddają ci komentatorzy, którzy zgodnie (tak m.in. Maurycy Allerhand i Tadeusz Dziurzyński) wywodzą, że w wypadku przewidzianego w umowie spółki podwyższenia na mocy dotychczasowych przepisów poszczególne etapy tego podwyższenia może w zupełności i do końca skonkretyzować zarząd. Innymi słowy pod pojęciem „podwyższenia na mocy dotychczasowych postanowień umowy spółki” wcale nie muszą mieścić się uchwały wspólników, bo do tego celu, łącznie z rejestracją podwyższenia, w zupełności wystarczy działanie samego zarządu!
[srodtytul]Nowe życie kodeksu handlowego[/srodtytul]
Po reanimacji k.h. pod koniec lat 80. spółka z ograniczoną odpowiedzialnością stała się dominującym w Polsce wehikułem działalności gospodarczej. [b]Powszechnego zastosowania doczekał się niemal od razu przepis dotyczący podwyższenia kapitału na mocy dotychczasowych postanowień spółki. Jednak od początku nowego życia k.h. był on inkorporowany do umów spółki w postaci fałszującej jego oryginalną treść. Przepis bowiem przewidywał nie tyle zamierzoną przez wspólników kwotę podwyższenia kapitału zakładowego, ile maksymalną, w istocie rzeczy zawsze abstrakcyjnie zawyżoną i tym samym fikcyjną kwotę, do której podwyższenie bez zmiany umowy spółki miałoby nastąpić.[/b]
W rzeczywistości jedynym celem tego zapisu było uniknięcie ponoszenia opłat notarialnych, które po 1991 r. stały się, istotnie, niedorzecznie wysokie.