Ekonomiści wieszczą spowolnienie gospodarcze. Pierwsze objawy spadku koniunktury widać już w przemyśle motoryzacyjnym. Gliwicki Opel zawiesił produkcję aut (pisaliśmy o tym w artykule [link=http://www.rp.pl/artykul/56531,202391_Robotnikom_z_Opla_nie_wolno_placic_mniej_z_powodu_ograniczenia_produkcji_.html]"Robotnikom z Opla nie wolno płacić mniej z powodu ograniczenia produkcji"[/link]). Pracodawcom radzimy, aby wcześniej zastanowili się, jak zareagować na zmniejszenie zapotrzebowania na pracę, gdy zacznie to dotyczyć ich firm.
[srodtytul]Dobrze przemyśl redukcje[/srodtytul]
Czy nasi pracodawcy wyciągnęli wnioski z końca lat 90., kiedy zaczął się długi okres spowolnienia gospodarczego, a przez cały kraj i niemal we wszystkich branżach przetoczyły się grupowe zwolnienia? Był to wtedy podstawowy, a można powiedzieć niemal wyłączny środek obniżania kosztów zatrudnienia i jego racjonalizacji.
Po latach okazało się, że za zbyt pochopną decyzję o takich redukcjach wielu szefów drogo zapłaciło. Z poprawą koniunktury ponowne skompletowanie załogi stało się bowiem trudne, a czasami wręcz niewykonalne. Zwolnienie pracowników będących swego rodzaju zasobem strategicznym firmy, jej długoletnim dorobkiem, mających odpowiednie i sprawdzone kwalifikacje zawodowe i etyczne może okazać się w dłuższym okresie bardzo kosztowne. Przekonały się o tym np. firmy budowlane, które w przeszłości lekką ręką zwolniły kwalifikowanych pracowników, a gdy budowy się ożywiły, nie były w stanie pozyskać odpowiednich kandydatów do pracy. Nie mogły więc podjąć się często intratnych zleceń.
Czasami decyzja o zwolnieniach grupowych jest koniecznością. Mając jednak na uwadze długofalowe skutki takich redukcji, warto przedtem rozważyć zastosowanie innych środków. Pozwolą one przetrwać najtrudniejszy okres. Co prawda są niekorzystne dla załóg, ale uzasadnione, bo alternatywą dla nich może być utrata pracy.