Grażyna Dzwonkowska, ekspert prawa ukraińskiego, od ponad 20 lat pomaga polskim inwestorom. W tym czasie, jak podkreśla, ani razu nie spotkała się z dobrze napisanym statutem. Najczęściej są sporządzane przez stronę ukraińską, a podczas tłumaczenia ich na język polski popełniane są błędy (często specjalnie).
Dzieje się tak, ponieważ to statut może dać niemal nieograniczoną władzę dyrektorowi (prezesowi) spółki. Najczęściej jest to Ukrainiec, ponieważ zna realia rynku. Tak przynajmniej tłumaczą to ukraińscy partnerzy i przekonują do tego stronę polską.
Na podstawie statutu dyrektor może wydawać wewnętrzne akty, a założyciel spółki (i każdy wspólnik) zobowiązany jest do ich przestrzegania. Od tego momentu już tylko krok do katastrofy.
Jakikolwiek konflikt może doprowadzić do wykluczenia polskiego partnera. – Dzieje się tak za sprawą bardzo nieprecyzyjnych przepisów prawa – wskazuje Tomasz Lubas. – Zgodnie z nimi wspólnika można wykluczyć, na przykład gdy systematycznie nie wykonuje w należyty sposób obowiązków albo własnym działaniem przeszkadza w osiąganiu celów spółki. To bardzo nieprecyzyjne zapisy.
Jeżeli dodatkowo uwzględnimy, że to dyrektor samodzielnie może określać zakres obowiązków, łatwo będzie znaleźć podstawę do wykluczenia wspólnika.
Ponadto nawet posiadanie większościowego pakietu udziałów nie daje gwarancji utrzymania firmy. I tutaj bowiem pojawiają się kłopoty z interpretacją przepisów. Wykluczenie może nastąpić na podstawie uchwały, za którą głosuje co najmniej 50 proc. ogólnej liczby udziałowców. Inny przepis wskazuje jednak, że przy głosowaniu nie bierze się pod uwagę wspólnika, którego dotyczy wykluczenie.