Takie jest stanowisko Głównej Inspekcji Pracy. Jego przeciwnicy twierdzą, że uczestnictwo w szkoleniu, będące poleceniem pracodawcy, jest czasem pracy.
Spółka delegowała cały dział na szkolenie do Kazimierza Dolnego, które miał prowadzić ich kierownik. Większość zatrudnionych sprzeciwiała się, ale prezes zagroził konsekwencjami służbowymi.
W piątek jechali od 6 do 9, a o 10 zaczęli już naukę, która razem z przerwą obiadową trwała do 18, potem mieli wolne. W sobotę wykłady odbywały się od 10 do 18, a w niedzielę od 10 do 14, po czym wyjechali, dojeżdżając do stolicy o 17. Pracują w podstawowym systemie czasu pracy, od poniedziałku do piątku, od 8 do 16. Wedle regulaminu pracy sobota jest szóstym, wolnym dniem tygodnia. Czy taki wyjazd był podróżą służbową? Czy uiszczamy za ten czas wynagrodzenia i diety? Szef twierdzi, że nie. Jedynie osobie, która prowadziła wykłady, wypłacił diety i koszty podróży. Czy słusznie? Czy wolno zwolnić pracownika za to, że nie uczestniczył w szkoleniu?
Poruszony problem dotyczy kilku kwestii: szkoleń, podróży służbowych oraz rekompensaty za pracę w niedzielę i w dniu wolnym z tytułu przeciętnie pięciodniowego tygodnia pracy. Jeśli chodzi o szkolenia, to ważne jest, czy zatrudniony sam pobiera naukę, czy sam uczy innych w charakterze wykładowcy. Poza tym nie każdy wyjazd na kurs stanowi podróż służbową, a jeśli nawet, to nie zawsze taką delegację zaliczamy do czasu pracy.
Każdy pracodawca powinien podnosić kwalifikacje załogi, co wynika z art. 94 kodeksu pracy. Mimo to nie wszyscy zatrudnieni chcą skorzystać z tej możliwości, zwłaszcza gdy kursy odbywają się w dni wolne. Straciliby bowiem szansę na odpoczynek, a w zamian nie otrzymaliby z tego tytułu żadnej rekompensaty. Zdaniem większości ekspertów i inspektorów pracy szkolenie jest czasem pracy tylko, gdy odbywa się w godzinach wynikających z harmonogramu. Przeciwnicy powołują się na art. 128 kodeksu pracy, według którego czas pracy to pozostawanie do dyspozycji pracodawcy w zakładzie lub w innym miejscu wyznaczonym przez szefa. Przepis ten przesądza w ich opinii o tym, że szkolenie to na pewno czas pracy, za który trzeba zapłacić. Nie bez znaczenia jest też rodzaj szkolenia. Jak podkreślił Sąd Najwyższy w wyroku z 25 stycznia 2005 r. (I PK 144/04): szkolenie o charakterze praktycznym odbywa się w ramach stosunku pracy. Znaczy to, że podwładny wykonuje w tym czasie pracę. Sytuacja zmienia się diametralnie, gdy pracownik jest nauczycielem, a nie uczniem. Wtedy płacimy za wszystkie godziny szkolenia, a za niektóre z nich jak za pracę nadliczbową.