Jednak o tym, czy tak się stanie, rozstrzygają zakładowe przepisy płacowe o rozliczaniu podróży służbowych lub postanowienia zawarte w umowach o pracę. W przeciwnym razie decydują uzgodnienia poczynione z pracownikiem przed jego wyjazdem w delegację.
Tzw. uzasadnione wydatki, które podwładny poniósł w podróży, zależą przede wszystkim od jej celu i rodzaju działalności pracodawcy. Aby uniknąć sporów co do ich zasadności i wysokości, szef ustala je z pracownikiem, zanim ten wyruszy w podróż.
Jeżeli natomiast pracodawca nie poczynił takich uzgodnień, a nie wynika to wprost z umowy lub innych przepisów, powinien liczyć się z tym, że pracownik sam oceni, czy określone wydatki były potrzebne. Będą to np. pomoce naukowe przy szkoleniu, które pracownik podczas podróży ma przeprowadzić, bo wydatki niecelowe (np. upominki dla współpracowników) w ogóle nie będą zwracane. Poniesione wydatki pracownik powinien udokumentować.
W praktyce często wyliczona tzw. kilometrówka nie stanowi dla pracownika rekompensaty wszystkich poniesionych przez niego kosztów. Tak będzie, gdy w związku z podróżą miał inne wydatki, ściśle z nią związane (np. opłaty parkingowe). Powinny być one uzasadnione, a będą wtedy, gdy pracownik w podróży nie mógł parkować samochodu poza miejscami strzeżonymi lub do tego wyznaczonymi, bo np. przewoził wartościowy ładunek.
Koszty w jazdach lokalnych pracodawca zwraca dopiero, gdy pracownik złoży pisemne oświadczenie o używaniu przez niego prywatnego pojazdu do celów służbowych w danym miesiącu. Powinno ono zawierać dane pojazdu (pojemność silnika, marka, numer rejestracyjny) oraz określać liczbę dni nieobecności pracownika zakładzie w miesiącu z powodu choroby, urlopu, podróży służbowej lub innej nieobecności, a także liczbę dni, w których nie dysponował pojazdem do celów służbowych (§ 4 rozporządzenia o stawkach).