Zatrudniam pracowników w podstawowym systemie czasu pracy. Sobota to dzień wolny z tytułu przeciętnie pięciodniowego tygodnia pracy. Zdarza się jednak, że pracują wtedy nawet po dziesięć godzin, co rekompensuję 100-proc. dodatkiem. Za dwie godziny pracy ponad dobową normę wypłacam im natomiast 50-proc. dodatki. Oni to kwestionują i żądają 100-proc. za wszystkie dziesięć godzin. Czy mają rację?
– pyta czytelnik DOBREJ FIRMY.
Wykonywanie pracy w sobotę budzi od dłuższego czasu wiele kontrowersji. Pracodawcy mają wątpliwości, czy tego typu nadgodziny średniotygodniowe można rekompensować finansowo, a zatrudnieni domagają się za nadgodziny dobowe 100-proc. dodatków.
Co do zasady, za pracę w sobotę oddajemy dzień wolny do końca okresu rozliczeniowego. Dodatki wypłacamy wyjątkowo, gdy udzielenie wolnego jest fizycznie niemożliwe, przykładowo kończy się okres rozliczeniowy albo pracownik jest nieobecny. Trzeba wtedy wypłacić normalne wynagrodzenie i 100-proc. dodatek z tytułu przekroczenia średniotygodniowej normy czasu pracy. W opisywanej sytuacji pozostają jeszcze dwie godziny z racji przekroczenia normy dobowej (dziewiąta i dziesiąta godzina godzina pracy w sobotę). Rekompensujemy je zawsze normalnym wynagrodzeniem i dodatkiem: 50 proc., gdy praca przypada w dzień, i 100 proc., gdy w porze nocnej. Dziesięciogodzinna praca w wolną sobotę nie stanowi w ostatecznym rozrachunku nadgodzin średniotygodniowych. Dlatego nie ma podstaw, by za wszystkie godziny powyżej ósmej zapłacić 100-proc. dodatki. Tylko 50 proc.
Wątpliwości powinien rozwiać wyrok Sądu Najwyższego z 29 stycznia 2008 r. (I PK 196/07), gdzie czytamy, że nadgodziny w sobotę wolną z tytułu przeciętnie pięciodniowego tygodnia pracy uprawniają do dodatku w wysokości 50 proc. wynagrodzenia. A to dlatego że taki dzień nie jest: