Radę nadzorczą spółki akcyjnej z tym samym organem spółki z o.o. łączą liczne podobieństwa, ale i dzielą istotne różnice. Podobieństwa tkwią przede wszystkim w założeniach.
Rada jest organem umiejscowionym między właścicielami spółki a nią samą. Jasne jest, że im więcej wspólników, tym trudniej wszystkim czuwać nad codzienną działalnością firmy. Powołanie rady ma gwarantować, że ktoś w imieniu właścicieli będzie dbał o prawidłowy rozwój spółki.
W zasadzie nie chodzi o podejmowanie decyzji biznesowych. Od tego jest zarząd. Choć zdarzają się oczywiście i takie spółki, w których do podjęcia najważniejszych decyzji wymagana jest właśnie zgoda rady nadzorczej. Podkreślmy, że prawo na to pozwala. I słusznie. Dzięki takiej regulacji wspólnicy mogą zorganizować spółkę stosownie do swoich potrzeb.
Pamiętajmy, że członek rady nadzorczej nie pełni jedynie roli przedstawiciela wspólnika, głosami którego został do niej wybrany. Wręcz przeciwnie. Znawcy tematu od dawna podkreślają, że każdy członek działa w imieniu spółki i to dobro spółki powinno przyświecać mu przy wszystkich bez wyjątku czynnościach kontrolnych. Oczywiście teoria sobie, a życie sobie. W praktyce w wielu spółkach członkowie rad nadzorczych za nic mają jej interes i są tylko powolnymi narzędziami w rękach swoich mocodawców.
Warto też mieć na uwadze, że posada w radzie nadzorczej nie jest jedynie synekurą. Aby dobrze się z nadzorczych obowiązków wywiązywać, trzeba mieć wiedzę z dziedziny prawa, zarządzania i rachunkowości. Kto zasiada w radzie, a działa na szkodę spółki, naraża się na odpowiedzialność karną (art. 585 kodeksu spółek handlowych).