- ?Zakaz bezpodstawnej dyskryminacji. Dostawcy internetu szerokopasmowego naziemnego nie mogą bezpodstawnie dyskryminować w transmisji zgodnego z prawem ruchu sieciowego w usłudze internetu szerokopasmowego, z którego korzysta konsument. Bezpodstawna dyskryminacja ruchu sieciowego może przybrać taką postać, że poszczególne usługi lub strony internetowe wyglądają na wolniejsze lub gorszej jakości.
- ?Zakaz blokowania stron. Dostawcy internetu szerokopasmowego naziemnego nie mogą blokować niełamiących prawa treści, aplikacji, usług oraz bezpiecznych urządzeń. Dostawcy internetu mobilnego nie mogą blokować niełamiących prawa stron internetowych lub aplikacji konkurujących z ich własnymi usługami głosowymi lub wideo.
- ?Przejrzystość polegająca na informowaniu przez dostawców usług internetowych o praktykach zarządzania siecią, realizacji tych zasad w praktyce oraz o warunkach komercyjnych usług świadczonych przez dostawcę. Konsekwencją obowiązku dochowania przejrzystości jest nakaz w stosunku do dostawcy, by informował o blokowaniu lub dyskryminowaniu ruchu w internecie.
Zakres kompetencji
Z powyższych trzech filarów sąd uznał prawo do regulacji przez FCC wyłącznie ostatniego, podtrzymując obowiązek zapewnienia przez dostawców przejrzystości w zakresie zarządzania siecią. Kwestia możliwości regulacji neutralności sieciowej była jednak drugorzędna wobec właściwego przedmiotu postępowania. Było nim to, czy amerykańska FCC w ogóle posiada jurysdykcję nad dostawcami usług internetowych, taką jaką ma nad operatorami telekomunikacyjnymi (w zakresie usług telefonicznych) zgodnie z Tytułem II amerykańskiego Prawa Telekomunikacyjnego z 1996 roku. Sąd w Waszyngtonie nie badał zatem zgodności z prawem samych przepisów Open Internet Order tylko to, czy FCC wykazała należycie, że była uprawniona do tego, by takie regulacje wydawać. Kwestia taka wynikała z wcześniejszych decyzji administracyjnych samej FCC, która decydowała o nieobejmowaniu swoją właściwością dostawców usług internetowych, poprzez uznanie usług szerokopasmowych za niebędące usługą telekomunikacyjną, a usługą informacyjną. W konsekwencji Sąd Apelacyjny uznał, że FCC nie ma prawa do narzucania na dostawców usług internetowych takich obowiązków, które narzuca na podmioty jej podległe, czyli przede wszystkim niedyskryminacji i nieblokowania.
Nie było odwołania
Może dziwić, czemu FCC nie objęła swoją jurysdykcją kwestii tak istotnej jak dostarczanie internetu. Wynikało to z przyjętego pierwotnie założenia, że w celu jego lepszego rozwoju, lepiej pozostawić tę technologię poza regulacjami dotyczącymi podmiotów świadczących usługi telekomunikacyjne. FCC postanowiła nie odwoływać się do amerykańskiego Sądu Najwyższego od wyroku sądu w Waszyngtonie, tylko dążyć do zmiany obowiązujących przepisów, tak by poddały dostawców usług internetowych jej jurysdykcji.
Tim Wu, profesor Uniwersytetu Columbia, autor terminu „neutralność sieciowa", stwierdził, że wyrok sądu w Waszyngtonie zabiera internet w całkowicie niezbadane terytoria. W ocenie krytyków tego orzeczenia, brak neutralności sieciowej może skutkować tym, że dostawcy usług internetowych spowalniać będą ruch treści dla nich niewygodnych. Jako przykład podają zwalnianie prędkości pobierania danych ze strony z filmami, gdy dostawca usług internetowych sam również prowadzi podobną stronę. Skutków wyroku sądu w Waszyngtonie obawiają się przede wszystkim młode spółki technologiczne, tzw. start-upy, które swoje usługi opierają na transferze danych (usługi oparte o aplikacje albo o streaming treści, np. popularny w USA serwis Netflix lub Spotify). Niewykluczone bowiem, że będą zmuszone dodatkowo płacić dostawcom usług internetowych za przesyłanie danych na dotychczasowych zasadach lub ponosić dodatkową opłatę za lepszą jakość transferu. Podwyższyłoby to zatem ich koszty działalności, które zostaną przerzucone na użytkownika w postaci wyższej ceny usługi.