Urząd podkreślił tu, że urlop na żądanie przysługuje na rok kalendarzowy i z jego upływem traci swój szczególny charakter, lecz nie staje się urlopem zaległym.
Wątpliwość pojawia się w przypadku, gdy w pierwszym kwartale roku pracownik mający kilka dni urlopu zaległego i prawo do nowej puli urlopu za dany rok wystąpi do pracodawcy z wnioskiem o udzielenie urlopu na żądanie.
Z jednej strony każdy pracodawca dąży do pozbycia się bagażu kilku lub nawet kilkunastu dni zaległego urlopu, mając w pamięci odpowiedzialność wynikającą z art. 282 § 1 pkt 2 k.p.
Z drugiej – urlop na żądanie przysługuje w wymiarze czterech dni w każdym roku kalendarzowym, co jednoznacznie wskazuje, że jego niewykorzystanie w tym czasie powoduje utratę tej wyjątkowej cechy. Staje się on wtedy zwykłym urlopem wypoczynkowym.
Z początkiem nowego roku kalendarzowego pracownik uzyskuje prawo do nowej puli urlopu na żądanie. To, w powiązaniu z kolejnym pakietem urlopu wypoczynkowego, sugeruje, że powinien być odliczany od puli urlopu bieżącego. Tyle że powstaje konflikt interesów. Wola pracodawcy, aby szybko udzielić całości urlopu zaległego, poparta art. 168 k.p., napotyka przeszkodę.
Jest nią wykładnia przepisów regulujących udzielanie urlopu na żądanie, z których pośrednio wynika, że zawsze będzie to urlop bieżący. Problem podsyca fakt, że część funkcjonujących na rynku programów kadrowych automatycznie udziela pracownikom urlopów, zaczynając chronologicznie od najstarszego urlopu, przy czym ich użytkownik rzadko ma jakikolwiek wpływ na tę funkcjonalność.