Przyjmuje się, że powierzenie mandatu członka zarządu danej osobie tworzy między nią a spółką stosunek prawny podobny do zlecenia. Zatem – jeśli ze statutu spółki ani z samego aktu powołania (np. uchwały o wyborze) nie wynika, że mandat ma być sprawowany nieodpłatnie – za wykonywanie takiego zlecenia należy się wynagrodzenie (art. 735 § 1 [link=http://akty-prawne.rp.pl/Dokumenty/Ustawy/1900_89/DU1964Nr%2016poz%20%2093.asp]kodeksu cywilnego[/link]).
Gdy żaden z tych dokumentów nie określa jego wysokości, to wynagrodzenie powinno odpowiadać wykonanej pracy (art. 735 § 2 k.c.). Ponieważ członka zarządu najczęściej łączy ze spółką odrębna od aktu powołania umowa (o pracę lub cywilnoprawna), to właśnie w niej jest ustalane wynagrodzenie, w tym wszystkie jego składniki „ponadpodstawowe”.
[srodtytul]Brak zewnętrznych norm[/srodtytul]
Poza niechlubną ustawą kominową brak jest w prawie polskim ustawowych regulacji, w których ustawodawca pokusiłby się o krępowanie spółek w zakresie ustalania wynagrodzenia dla członków zarządów.
Ocena, co będzie w danym przypadku wynagrodzeniem odpowiednim do wykonanej pracy, może być zatem, poza obszarem obowiązywania ustawy kominowej, swobodnie dokonywana przez same spółki.