Wręczenie dyscyplinarki brzemiennej kobiecie to jednak ostateczność. Niby formalnie mamy do tego prawo, ale zanim się na to zdecydujemy, zadrży nam ręka z obawy, czy związany z tym stres nie zaszkodzi jej lub dziecku. Przed takim dylematem moralnym stanęła właśnie szefowa warszawskiej spółki handlowej.
[b]Ciężarna pracownica jest wicekierownikiem strategicznego działu w mojej firmie. Niedawno zrobiła jednak coś, przez co nadużyła mojego zaufania. Będąc na zwolnieniu lekarskim z adnotacją leżeć, pojechała na Kanary i przysłała nam stamtąd widokówkę. Na moje pretensje odpowiedziała arogancko, że jej na chorobowym wolno wszystko. Czy ma rację? Czy mogę wyciągnąć wobec niej konsekwencje służbowe, np. zdegradować? Daje przecież zły przykład podwładnym[/b] – pyta czytelniczka DOBREJ FIRMY.
Zatrudniona absolutnie nie ma racji. Przebywając na zwolnieniu lekarskim, nie ma prawa go wykorzystać niezgodnie z jego celem ani do celów zarobkowych. A w opisanej sytuacji właśnie tak postąpiła: poleciała na zagraniczną wycieczkę, mimo że lekarz zalecił jej leżenie w łóżku. Już choćby z tego powodu kobieta nie jest w porządku. Natomiast jej aroganckie wypowiedzi i nadesłanie kartki z wakacji do pracodawcy świadczy nie tylko o jej głupocie, ale też dyskwalifikuje ją jako pracownika, a tym bardziej kierownika.
Dodajmy do tego narażanie się na wydłużenie okresu rekonwalescencji i jednocześnie odwleczenie się w czasie powrotu do firmy.
Wszystkie te zarzuty bez wątpienia uzasadniają odebranie menedżerskiej posady, a także wyrzucenie z pracy. Problem w tym, że zatrudniający ma związane ręce.