Od półtora roku wykonawcy, którzy nie złożą wszystkich dokumentów formalnych, mogą je uzupełnić. Przepis ten zaczął być wykorzystywany do zawyżania cen. Mechanizm jest prosty. Dwie lub więcej firm (najczęściej powiązanych ze sobą kapitałowo, ale niekoniecznie) składa oferty z różnymi cenami. Do tańszej z ofert celowo nie dołączają wszystkich dokumentów. Po otwarciu ofert spółki się przekonują, że żadna inna firma nie złożyła oferty z ceną, która plasowałaby się między ich ofertami. Wiedzą więc, że mogą zawyżyć cenę. Celowo nie uzupełniają braków w ofercie tańszej, tak aby została wykluczona z przetargu. Zamawiający musi wtedy wybrać ofertę droższą.
Mechanizm ten zastosowały trzy firmy startujące w przetargu na dostawę wyposażenia budynków na przejściu drogowym w Dorohusku. Prezes Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów nałożył na nie kary w łącznej wysokości ponad 900 tys. zł. Według niego firmy: Impex Trade, Zakład Meblowy Fornit oraz Zakład L&L zawarli porozumienie, aby wpłynąć na wynik przetargu. Uzgodnili, kto, jakie ceny zaproponuje, i celowo nie złożyli wszystkich dokumentów. Później firma Impex Trade, która złożyła najtańszą ofertę, nie uzupełniła dokumentów.
– Takie sytuacje zdarzają się coraz częściej. Niestety, nawet gdy mój klient widzi ewidentną zmowę, to bardzo trudno ją udowodnić. Dlatego wykonawcy, którzy się tego dopuszczają, czują się bezkarni – mówi Dariusz Ziembiński z firmy Konsultanci Zamówień Publicznych.
Podobne zarzuty padły ostatnio w przetargu zorganizowanym przez fundację Fundusz Współpracy. Zleca ona integrację baz danych Ministerstwa Środowiska. Oferty złożyły m.in. dwie spółki powiązane ze sobą kapitałowo: Aram i Sygnity.
– Aram nie dołączył zaświadczenia o niekaralności członka zarządu. Wezwany do uzupełnienia, nie zrobił tego – mówi Jacek Sadowy, kierownik działu Obsługi Prawnej FFW.
Jego zdaniem Aram celowo nie uzupełnił dokumentów, aby przegrać. Świadczyć ma o tym również brak odpowiedzi na żądanie wyjaśnienia rażąco niskiej ceny.
Spółki odpierają zarzuty.
– Nie było żadnej zmowy. Aram przesłał w terminie brakujący dokument, mamy potwierdzenie poczty – zapewnia Michał Michalski, rzecznik Sygnity.
– Został wysłany po czasie, a więc nie mógł być brany pod uwagę – ripostuje Sadowy. – O tym, że doszło do zmowy, świadczą dobitnie ceny jednostkowe zaproponowane przez Aram. Wszystkie były dokładnie o 19,2307 proc. niższe od cen Sygnity. Trudno tłumaczyć to inaczej niż zmową cenową.
Sprawę rozstrzygnie Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów. W najbliższym czasie FFW złoży również zawiadomienie do prokuratury. Wcześniej jednak spór będzie musiała rozstrzygnąć Krajowa Izba Odwoławcza, gdyż zarówno Aram, jak i Sygnity oprotestowały wykluczenie z przetargu.
Przepisy nie powinny pozwalać na manipulowanie cenami. Skoro art. 26 ust. 3 prawa zamówień publicznych, który dopuszcza uzupełnianie dokumentów, jest wykorzystywany do zawyżania cen, to warto się zastanowić nad jego zmianą. Tym bardziej że coraz częściej słychać, iż zamiast przyspieszyć przetargi, spowalnia je, gdyż wykonawcy dużo mniejszą wagę niż kiedyś przywiązują do rzetelnego opracowania dokumentów. Można też zastanowić się nad wprowadzeniem swego rodzaju kary dla tych wykonawców, którzy nie uzupełnią dokumentów. Byłaby nią utrata wadium. Składający ofertę dołącza do niej oświadczenie, że spełnia warunki. Skoro później okazuje się, że nie może dostarczyć potwierdzających to dokumentów, oznacza to, iż oświadczył nieprawdę. Zleciłem już analizę prawną, która ma wskazać najlepsze rozwiązanie tego problemu.
Masz pytanie, wyślij e-mail do autora s.wikariak@rp.pl