– Powodów jest kilka. Po pierwsze [link=http://www.rp.pl/aktyprawne/akty/akt.spr?id=325303]ustawa o finansach publicznych[/link] likwiduje rachunek dochodów własnych i byłby kłopot ze zwracaniem środków pochodzących z wpisu. Po drugie chcieliśmy ujednolicić zasady pobierania wpisu z procedurą cywilną. Kolejnym celem jest ograniczenie ryzyka nadużywania środków ochrony prawnej. Tylko 30 proc. odwołań jest uwzględnianych, co oznacza, że większość jest bezpodstawnych – tłumaczy Jacek Sadowy, prezes Urzędu Zamówień Publicznych. – Wpis i tak jest dużo niższy niż w postępowaniu cywilnym, w którym opłata sądowa może wynieść do 100 tys. zł – dodaje.
– Tylko że przed sądem są to opłaty proporcjonalne i zależą od wartości sporu. Tu zaś w wypadku zamówienia na roboty budowlane o wartości 60 tys. zł i 4 mln zł przedsiębiorca płaci taki sam wpis – 10 tys. zł. Taka też kwota mu przepadnie w razie przegrania sprawy. Zastanawiam się, czy nie narusza to konstytucyjnej zasady proporcjonalności – polemizuje Przemysław Szustakiewicz z Katedry Prawa Administracyjnego WSHiP im. R. Łazarskiego.
– Mamy do czynienia z kolejnym ograniczeniem praw przedsiębiorców, zwłaszcza tych mniejszych. Jest to tym bardziej dotkliwe, że niedawno przepisy wyeliminowały protest, który był bezpłatny, a pozwalał zasygnalizować nieprawidłowości. W tej sytuacji część może rezygnować z walki o swoje prawa – dodaje Anna Specht-Schampera, partner w Kancelarii Prawnej Schampera, Dubis, Zając i Wspólnicy.
[srodtytul]Urzędy też zapłacą więcej[/srodtytul]
[b]Zmiana dotknie nie tylko przedsiębiorców. Jeśli zamawiający przegra sprawę, to on będzie musiał pokryć wyższe od dotychczasowych koszty.[/b]
– Nie potrafię odgadnąć, czemu ma to służyć. Wygląda na to, że budżet państwa będzie dotowany przez budżety samorządowe – ubolewa pracownik urzędu gminy zajmujący się zamówieniami (prosił o niepodawanie nazwiska).