Tak wynika z wyroku Sądu Apelacyjnego w Gdańsku z 20 maja 2015 (I ACa 27/15).
Jan M., wspólnik spółki X, wystąpił do sądu z powództwem o uchylenie uchwały nadzwyczajnego zgromadzenia wspólników przyznającej członkom zarządu ponad 66-proc. podwyżki wynagrodzenia. Powód sam też był kiedyś prezesem zarządu tej spółki, zarabiał wtedy nie więcej niż 3 tys. zł brutto miesięcznie. Dziś nie pełni w spółce żadnych funkcji, ma jednak w jej kapitale zakładowym 40 proc. udziałów.
Z pozostałych trzech wspólników (każdy z nich ma po 20 proc. udziałów) dwóch jest członkami zarządu, a trzeci prokurentem. Uchwała podnosiła ich miesięczne wynagrodzenia do 25 tys. zł brutto. Została podjęta większością 60 proc. głosów i tylko Jan M. głosował przeciwko niej.
Pozorny cel podwyżki
Zdaniem powoda uzasadnienie podwyżki było pozorne, ponieważ wygenerowany za poprzedni rok zysk oraz rozwój spółki w nie były spektakularne, a przed członkami zarządu nie stanęły nowe wyzwania wynikające z rozwoju przedsiębiorstwa. Nic też nie wskazywało, by członkowie zarządu chcieli odejść ze spółki z powodu niskich wynagrodzeń. Było to tym bardziej nieprawdopodobne, że są jej wspólnikami.
Jan M. uznał, że prawdziwym celem uchwały było pokrzywdzenie go poprzez pozbawienie go, jako mniejszościowego udziałowca, prawa do zysku z działalności spółki oraz realne zmniejszenie należnej mu dywidendy. Jak wyjaśnił, w poprzednim roku członkowie zarządu otrzymali wynagrodzenia w kwocie po 300 tys. zł, podczas gdy pozostali wspólnicy nie uzyskali jakiejkolwiek wypłaty z wygenerowanego zysku, bo został on w całości przeznaczony na kapitał zapasowy spółki.