Coraz więcej pracodawców łamie prawo tzw. umowami śmieciowymi. Aż 15 proc. takich kontraktów, które wzięła w zeszłym roku pod lupę Państwowa Inspekcja Pracy, zawarto zamiast umowy o pracę. O 11 proc., w porównaniu z 2013 r., wzrosła liczba firm, w których inspektorzy stwierdzili naruszenie zakazu zawierania umów cywilnoprawnych w warunkach właściwych dla stosunku pracy. Nieprawidłowości dotyczyły 11,5 tys. osób. To o 21 proc. więcej niż rok wcześniej.
– W związku z rosnącą liczbą skarg inspektorzy prowadzą kontrole m.in. w agencjach ochrony osób i mienia oraz w placówkach handlowych. Społeczne i ekonomiczne skutki naruszania przepisów są szczególnie dotkliwe dla młodych ludzi wchodzących na rynek pracy – komentuje Danuta Rutkowska, rzecznik głównego inspektora pracy. To bowiem młodzi najczęściej pracują na umowie-zleceniu lub o dzieło zamiast na etacie.
Przedsiębiorcy chętnie stosują takie formy zatrudnienia, bo w ten sposób ograniczają koszty prowadzonej działalności. Chodzi tu nie tylko o łatwiejsze zwolnienie zatrudnionego, ale także o oszczędności na składkach do Zakładu Ubezpieczeń Społecznych, co ma później wpływ na prawo zatrudnionych do zasiłku chorobowego czy renty lub na wysokość emerytury.
Częstą praktyką jest zawieranie umowy cywilnoprawnej zamiast umowy o pracę na okres próbny lub umowy o pracę na zastępstwo nieobecnego pracownika. W takiej sytuacji inspektor może skierować w imieniu zatrudnionego na kontrakcie pozew do sądu o ustalenie istnienia stosunku pracy. Zatrudniony na kontrakcie wykonuje prace tego samego rodzaju co osoby na etatach. Z roku na rok PIP coraz częściej interweniuje w sądach w ten sposób. Procesy są jednak bardzo trudne i długotrwałe.
Zgodnie z polskimi i unijnymi przepisami standardem powinny być umowy o pracę na czas nieokreślony. Rozwiązując je, pracodawca musi podać przyczynę rozstania, która może być kwestionowana przez zainteresowanego przed sądem pracy.