Przyjęcie nieprzemyślanych rozwiązań może bowiem prowadzić do sytuacji, w której spółka nie będzie miała organu uprawnionego do jej reprezentowania, a to w konsekwencji może sparaliżować lub w znacznym zakresie ograniczyć jej funkcjonowanie i skutkować nieważnością czynności prawnych (w tym umów) podjętych przy wadliwej reprezentacji.
To nie to samo
Najpierw warto wyjaśnić, czym różnią się od siebie pojęcia „kadencja" oraz „mandat". Jako „kadencję" należy rozumieć oznaczony czas wskazany w umowie spółki, na jaki dana osoba zostaje powołana do zarządu. Przy czym umowa spółki może nie zawierać w ogóle postanowień odnośnie do kadencji lub wskazywać wprost, że członkowie zarządu powoływani są na czas nieoznaczony (zarząd bezkadencyjny).
„Mandat" natomiast oznacza umocowanie do wykonywania funkcji członka zarządu, inaczej ujmując – czas, w którym faktycznie osoba pełni funkcję członka zarządu, czyli ma uprawnienia członka zarządu. W związku z tym dana osoba może pełnić funkcję członka zarządu tak długo, jak długo aktualny będzie jej mandat.
Kadencja z kolei wpływa na okres ważności tego mandatu, przy czym w praktyce problemy rodzi okoliczność, że najczęściej długość kadencji i okres sprawowania mandatu nie pokrywają się.
Dwa przypadki
Co do zasady można wyróżnić dwie sytuacje. Pierwszą, w której mandat wygasa przed upływem kadencji (np. odwołanie członka zarządu przed upływem kadencji), oraz drugą, w której mandat wygasa po upływie kadencji. O statusie bycia członkiem zarządu zawsze decyduje wyłącznie posiadanie mandatu – możliwe nawet, gdy upłynęła już kadencja członka zarządu.