Wprawdzie czasy, kiedy użycie niebieskiego tuszu zamiast czarnego wykluczało z postępowania przetargowego, już dawno minęły, ale zamawiający wciąż zbyt często odrzucają nawet bardzo korzystne oferty.
– Pomijają przy tym obowiązek wezwania do uzupełnienia dokumentów lub poprawienia omyłek – mówi Jacek Sadowy, prezes Urzędu Zamówień Publicznych. – W rezultacie czasem odrzucają najkorzystniejsze oferty lub bezzasadnie wykluczają firmy z przetargów.
Dużo błędów ujawnionych przez kontrole UZP dotyczyło tych właśnie kwestii.
Wątpliwa wolna ręka
Druga sprawa, do której UZP przywiązuje dużą wagę, to wybór odpowiedniego trybu postępowania. Chociaż w ubiegłym roku zmniejszyła się liczba zamówień składanych w najmniej konkurencyjnych trybach (wolna ręka – z ponad 17 do 13 proc.; zapytanie o cenę – z 3,6 do 2,7 proc.), to UZP uważa, że nadal niewystarczająco. Według Jacka Sadowego zamawiającym trudno jest wykazać podstawy prawne do ominięcia tych trybów. Na rynku można znaleźć zazwyczaj wiele podobnych wyrobów czy usługodawców zajmujących się daną dziedziną.
Prób ominięcia jest wciąż sporo. Tak np. Powiatowy Zarząd Dróg w Kłobucku próbował zastosować tryb wolnej ręki do postępowania o wartości 90 tys. zł, czyli powyżej progów nakazujących sięgać po przepisy o zamówieniach, choć żadne przesłanki za tym nie przemawiały.