Obowiązująca od dzisiaj nowelizacja prawa zamówień publicznych jest nadzwyczaj krótka, ale jej skutki będą daleko idące. Zgodnie z nią firma, z którą zostanie zerwany kontrakt, bo np. realizowała inwestycję z opóźnieniem, nie będzie mogła przez trzy lata startować w przetargach organizowanych przez tego samego zamawiającego.
Nie tylko z listy
Dotychczas z przetargów wykluczano jedynie te firmy, w przypadku których nienależyte wykonanie zamówienia potwierdził prawomocny wyrok sądowy. Są one wpisywane na tzw. czarną listę prowadzoną przez prezesa Urzędu Zamówień Publicznych.
Posłowie, którzy byli inicjatorami zmian, nie ukrywali, że ich bezpośrednim powodem były kłopoty z budową autostrady A1 przez spółkę Alpine Bau. – Przecież to kuriozalne, że firma, która dopuściła się skandalicznych opóźnień i na którą po zerwaniu kontraktu nałożono karę umowną, następnie wygrywa przetarg na dokończenie prac – tłumaczył poseł Zbigniew Rynasiewicz (PO), który reprezentował wnioskodawców w pracach nad projektem.
40 mln to kara za opóźnienie budowy autostrady A1
Szkopuł w tym, że nowe przepisy łatwo obejść. – Wystarczy, że wykonawca założy spółkę słup, która za niego wystartuje w przetargu i posłuży się jego doświadczeniem, żeby spełnić warunki. Jeśli coś z inwestycją pójdzie nie tak, to umowa zostanie rozwiązana z tym słupem, a prawdziwy wykonawca będzie miał czyste konto. Chyba nie tak powinno być stanowione prawo – mówi Piotr Wołejko, ekspert Pracodawców RP.