Rzadko który pracodawca chce przyjąć do pracy kobietę w ciąży. Przyczyna jest dość prozaiczna. Zatrudnienie nowej osoby odbywa się przecież w celu wykonywania pracy. Ciąża natomiast oznaczać może nie tylko złe samopoczucie, ale i zwolnienia na badania lekarskie czy wreszcie konieczność skorzystania z L-4.
[srodtytul]Więcej zakazów niż praw[/srodtytul]
Ciężarna w firmie nie gwarantuje zatem ciągłości świadczenia pracy. Jej zatrudnienie wiąże się także z zakazem wykonywania niektórych prac (wymienia je [link=http://aktyprawne.rp.pl/aktyprawne/akty/akt.spr?id=74213]rozporządzenie Rady Ministrów z 10 września 1996 r. w sprawie wykazu prac szczególnie uciążliwych lub szkodliwych dla zdrowia kobiet[/link]). Ciężarnej nie można też zlecać pracy w nadgodzinach i porze nocnej. Ponadto kobiety w ciąży nie wolno bez jej zgody delegować poza stałe miejsce pracy.
Z urodzeniem dziecka ściśle związane jest także skorzystanie przez pracującą mamę z urlopu macierzyńskiego, a następnie i wychowawczego. Ciąża i przebywanie na urlopie co do zasady chronią też przed wypowiedzeniem umowy o pracę. Ochrona stosunku pracy sięga na tyle daleko, że co do zasady nawet umowa na czas określony, która normalnie rozwiązałaby się po trzecim miesiącu ciąży, ulega przedłużeniu aż do dnia porodu (nie dotyczy to jednak umów o pracę na czas określony zawartych w celu zastępstwa pracownika w czasie jego usprawiedliwionej nieobecności w pracy).
Rodzicielstwo daje też inne przywileje pracownicze, takie jak np. dni wolne na opiekę nad dzieckiem czy przerwy na karmienie piersią.