- niezwłocznego powiadamiania zwierzchnika o zauważonym w firmie wypadku albo zagrożeniu życia lub zdrowia,
- ostrzegania współpracowników lub innych osób o grożącym niebezpieczeństwie, ¦ współdziałania z pracodawcą i przełożonymi w wypełnianiu obowiązków w zakresie bhp.
Samozatrudnieni muszą się też poddawać badaniom lekarskim i szkoleniom bhp. Co więcej, swoje obowiązki związane z bhp będą ustalać wspólnie z chlebodawcą. Teraz przepis ten dotyczy tylko osób zatrudnionych u pracodawców.
Ustawa nie rozstrzyga jednak, kto będzie ponosił koszty badań i szkoleń. A są niemałe: od 100 zł w górę. Z dosłownego brzmienia przepisów wynika, że najpierw samozatrudniony ma ustalić ze swoim chlebodawcą zakres obejmujących go obowiązków bhp. Jeśli znajdą się tam badania lekarskie i szkolenia bhp, to koszty ich przeprowadzenia obciążają właśnie jego.
Ustawa o medycynie pracy pozwala robić przedsiębiorcom badania lekarskie, ale na ich koszt. Zdaniem mecenasa, gdyby parlament chciał przerzucić te obciążenia na barki zleceniodawców, zmieniłby odpowiednio art. 229 i 237 kodeksu. Obligują one pracodawców do płacenia za badania i szkolenia pracowników.
Za zaniedbanie obowiązków z zakresu bhp wobec samozatrudnionych będą grozić surowe sankcje finansowe, nawet do 30 tys. zł.
Oprócz tego ustawa wprowadza kilka innych korekt. Rozstrzyga m.in., że to na pracodawcach użytkownikach spoczywa większość obowiązków dotyczących bhp. Mają oni dostarczać pracownikom tymczasowym, pożyczonym z agencji, odzież i obuwie robocze oraz środki ochrony indywidualnej, zapewniać napoje i posiłki profilaktyczne, przeprowadzać szkolenia bhp, ustalać okoliczności i przyczyny wypadków przy pracy, przeprowadzać ocenę ryzyka zawodowego oraz informować o tym ryzyku.
Obecne przepisy nie rozstrzygają tej kwestii jednoznacznie. Agencja i pracodawca użytkownik ustalają zakres swoich obowiązków w zakresie bhp na piśmie przed zawarciem umowy z czasownikiem.
Dzięki usprawnieniom formalnym, jakie przewiduje nowa ustawa, inspektorzy pracy szybciej dotrą do pracodawców wyzyskujących załogę
.
Nowa ustawa przewiduje kilka zmian mających poprawić skuteczność działania kontrolerów pracy. Przede wszystkim zyskają oni bezpłatny dostęp do baz danych Zakładu Ubezpieczeń Społecznych, krajowej ewidencji podatników, rejestru REGON prowadzonego przez prezesa Głównego Urzędu Statystycznego oraz powszechnego elektronicznego systemu ewidencji ludności RCI PESEL. Teraz pracodawcy muszą bowiem zgłaszać inspekcji jedynie rozpoczęcie działalności, ale obowiązku takiego nie mają w razie zamknięcia firmy. Zdarza się, że marnują dwie godziny na dojazd do przedsiębiorcy, którego już nie ma. Dzięki wglądowi do rejestrów innych instytucji szybciej i łatwiej namierzą obiekt kontroli oraz sprawdzą, czy regularnie i na czas ponosi obciążenia wobec ZUS lub urzędu skarbowego.
Nie zmieni się reguła, że kontrolę zaczynają po okazaniu legitymacji służbowej i upoważnienia. W uzasadnionych sytuacjach, gdy zajdzie potrzeba błyskawicznej reakcji, wystarczy sama legitymacja. Upoważnienie muszą potem donieść niezwłocznie, w ciągu siedmiu dni. Dotychczas mieli na to tylko trzy dni.
Od 1 lipca Państwowa Inspekcja Pracy wchłonie służby kontroli legalności zatrudnienia, czyli tzw. policję pracy, pozostającą dotychczas pod wodzą wojewodów. Jest to mniej więcej 300 osób w skali całego kraju.
Nowa ustawa określa, jak nastąpi to przejęcie. Od 1 lipca inspektorzy legalności zatrudnienia mający wyższe wykształcenie staną się automatycznie pracownikami Państwowej Inspekcji Pracy. Dotychczasowy pracodawca (wojewodowie) ma w ciągu siedmiu dni od ogłoszenia ustawy powiadomić ich o planowanych zmianach.
Nie wymaga się od nich na razie znajomości zagadnień wchodzących w zakres działania PIP oraz zdanego egzaminu państwowego przed komisją powołaną przez głównego inspektora pracy.
Mieć opisaną wiedzę i zdać egzamin muszą natomiast w ciągu dwóch lat od wejścia ustawy w życie, czyli do 1 lipca 2009 r. Dopiero wówczas zostaną dopuszczeni do wykonywania czynności kontrolnych. W sytuacji tej dojdzie do przejścia zakładu na innego pracodawcę w trybie art. 23kodeksu pracy.
Przejęcie przez inspekcję pracy kompetencji do kontroli legalności zatrudnienia, które nastąpi 1 lipca, nie zmieni wiele w sytuacji pracodawców. Nie zwiększymy z tego powodu częstotliwości kontroli. Zwłaszcza że ściganie zatrudnienia na czarno, co było w zasadzie jedynym zadaniem policji pracy, stanie się naszym kolejnym obowiązkiem. Niemniej przygotowania do realizacji nowych zadań trwają. Przeszkoliliśmy już w zakresie kontroli legalności zatrudnienia 600 naszych inspektorów. Przejmowani "policjanci" nie wesprą nas od razu. Czynności inspekcyjne rozpoczną dopiero po zaliczeniu szkolenia z zagadnień wchodzących w zakres działalności PIP, zakończonego egzaminem państwowym. Ze szczególną uwagą przyjrzymy się natomiast warunkom pracy tzw. samozatrudnionych. Obecnie jeszcze na budowach co trzeci robotnik jest samozatrudnionym i nie możemy ingerować w zasady jego współpracy z chlebodawcą. Jeśli natomiast zleceniodawcy nie zapewnią im bezpieczeństwa i higieny, po 1 lipca br. spotkają ich kary. Będziemy też sprawdzać, czy osoby działające jako jednoosobowe firmy są odpowiednio przeszkolone i mają ważne badania lekarskie.