? Resort pracy chce ukrócić nadużycia przy zawieraniu terminowych umów. Proponuje, aby strony mogły zawrzeć pod rząd trzy takie angaże na okres nie dłuższy niż 33 miesiące łącznie. Założenia są słuszne, ale diabeł tkwi w szczegółach. Chodzi o projektowany § 4 i 5 art. 251 k.p. Pracodawca mógłby zawrzeć dłuższą umowę, jeśli wskaże obiektywne, okresowe przyczyny leżące po jego stronie, które to uzasadniają. Pracodawcy są raczej subiektywni w postrzeganiu swoich potrzeb. Zaworem bezpieczeństwa przed nadużyciami miałby być obowiązek zawiadomienia inspektora pracy. Czy to wystarczy, aby ukrócić plagę długoterminowych umów?
To, że należy ograniczyć skalę patologii w tym zakresie przez zmianę przepisów, nie ulega wątpliwości. Konieczne jest wprowadzenie maksymalnego okresu, na jaki mogą być zawarte umowy na czas określony z pracownikiem zatrudnionym u tego samego pracodawcy.
Zaproponowane przez resort pracy regulacje budzą jednak wiele zastrzeżeń. Szczególnie negatywnie oceniamy projektowany przepis art. 251 § 4 k.p. w zakresie, w jakim wyłącza ograniczenie stosowania umów na czas określony w przypadku, gdy pracodawca wskaże obiektywne przyczyny leżące po jego stronie, które uzasadniają zatrudnienie na czas określony w związku z okresowymi potrzebami pracodawcy. Ta zbyt ogólnie sformułowana przesłanka stoi w wyraźnej sprzeczności z celem, jaki chce się osiągnąć. A jest nim ograniczenie zatrudniania pracowników na podstawie umów na czas określony. Przepis art. 251 § 4 pkt 4 k.p. w praktyce może prowadzić do nieuprawnionego wykorzystywania terminowych umów o pracę w sytuacji, gdy powinny być zawierane umowy na czas nieokreślony. Przypadki, w których dopuszczalne byłoby zawieranie umów na czas określony bez stosowania ograniczeń przewidzianych w art. 251 § 1 k.p. powinny być jednoznacznie określone w kodeksie pracy, a nie pozostawione decyzji pracodawcy.
Występujące w projekcie zmian pojęcie „obiektywne przyczyny" może być wykorzystywane przez pracodawców w celu zawierania kolejnych umów na czas określony bez limitów. Kto i jak miałby weryfikować obiektywność przyczyn wskazanych przez pracodawcę, które uzasadniałyby zatrudnienie na czas określony? Brakuje podstaw do podejmowania takich działań przez inspektorów pracy, którzy w zakresie swoich uprawnień nie są upoważnieni do nakazania pracodawcy zmiany rodzaju umowy o pracę zawartej z pracownikiem. Wszelkie spory w tym zakresie mogłyby być rozstrzygane wyłącznie na drodze sądowej. Z tego też względu nie znajduje, w opinii głównego inspektora pracy, uzasadnienia przewidziany w art. 251 § 5 k.p. obowiązek zawiadamiania inspektora pracy, w formie pisemnej lub elektronicznej, o zawarciu umowy o pracę, o której mowa w § 4, wraz ze wskazaniem przyczyn w terminie pięciu dni roboczych od dnia jej zawarcia. Miałby on bowiem znaczenie wyłącznie informacyjne i w żadnej mierze nie przesądzałby o zasadności zawarcia umowy na czas określony. Generowałby natomiast po stronie inspekcji dodatkowe koszty związane z gromadzeniem i przetwarzaniem znacznej ilości danych, biorąc pod uwagę liczbę umów zawieranych na czas określony.
W Sejmie znajduje się poselski projekt ustawy wyłączający kontrole PIP spod rygoru stosowania przepisów ustawy o swobodzie działalności gospodarczej. Przewiduje nie tylko zniesienie obowiązku uprzedzania z siedmiodniowym wyprzedzeniem pracodawców o planowanej kontroli, ale także zwolnienie inspektorów z obowiązku okazania upoważnienia do przeprowadzania działań na terenie zakładu. Czy to dobry pomysł?