Pracownik, który odwołał się od dyscyplinarki do sądu pracy, nie ma prawa do wynagrodzenia za cały czas procesu. Przysługuje mu wyłącznie stawka zryczałtowanego wynagrodzenia za nie więcej niż trzy miesiące. Inaczej jest, jeśli dowiedzie, że został zwolniony z pełną świadomością przełożonych, że rozstanie narusza prawo.
- Pracodawca nie ma w takiej sytuacji immunitetu, nie można także pozbawiać pracownika prawa do pełnego odszkodowania, jeśli postępowanie pracodawcy nosi znamiona czynu niedozwolonego – stwierdziła Małgorzata Pyziak-Szafnicka, sędzia Trybunału Konstytucyjnego. – Szczególnie jeśli naruszył on przy bezprawnym zwolnieniu dobra osobiste swojego podwładnego.
Ograniczona ochrona
Sprawę w Trybunale zapoczątkowało zwolnienie dyscyplinarne szefa związku zawodowego z PKP Przewozy Regionalne. Zażądał przed sądem przywrócenia do pracy i wypłaty pełnego wynagrodzenia za czas procesu. Prawo do tego, w myśl art. 57 ust. 2 kodeksu pracy, mają wyłącznie pracownicy chronieni przed zwolnieniem, czyli np. związkowcy, kobiety w ciąży i na urlopie macierzyńskim czy pracownicy w wieku przedemerytalnym. PKP udało się jednak zakwestionować sposób wyboru zwolnionego do zarządu związku, dlatego jego roszczenia o wynagrodzenie za czas procesu zostały ograniczone do wysokości przysługującej większości pracowników, czyli tylko do trzech pensji (w myśl art. 57 ust. 1 k.p.).
Sąd Rejonowy w Gliwicach, przywracając związkowca do pracy, nabrał wątpliwości, czy takie ograniczenie jest zgodne z konstytucją i skierował pytanie do Trybunału Konstytucyjnego. Proces w tej sprawie trwał 2,5 roku. Co prawda zwolniony zatrudnił się w tym czasie w innej firmie, ale za minimalne wynagrodzenie.
Bez zasiłku i emerytury
- Z dyscyplinarką w świadectwie pracy trudno znaleźć pracę. Taka osoba nie ma też prawa do zasiłku dla bezrobotnych, a okresu procesu nie wlicza się jej do emerytury –tłumaczył sędzia Grzegorz Tyrka, autor pytania, przed Trybunałem.