Poczynania pracodawcy, który chcąc ratować przedsiębiorstwo, rozważa np. obniżenie wynagrodzeń, nie spotykają się z entuzjazmem pracowników. Brak porozumienia między szefem a załogą może przerodzić się w spór zbiorowy. Czy strach pracodawców przed tą formą protestu jest jednak uzasadniony? Nie zawsze.
Konflikt to nie zawsze spór
Zacznijmy od tego, że spór zbiorowy może powstać wyłącznie na tle warunków zatrudnienia, warunków socjalnych (np. wysokości świadczeń na cele wypoczynkowe) lub działań szefa godzących w prawa i wolności związkowe. Próba zainicjowania zatargu z jakiegokolwiek innego powodu jest niezgodna z prawem. Niedopuszczalny jest również spór zbiorowy w sprawie indywidualnej – miejscem jej rozstrzygnięcia jest bowiem sąd pracy.
Spór zbiorowy powstaje z chwilą, gdy związek zawodowy wystąpi z odpowiednimi (w opisanym wyżej znaczeniu) żądaniami, a pracodawca nie uwzględni ich w co najmniej 3-dniowym terminie określonym w wystąpieniu. Brak reakcji zatrudniającego poczytuje się za odmowę. Innymi słowy, zatarg powstaje dopiero wtedy, gdy pracodawca nie uwzględni w odpowiednim terminie żądań związku, ale trwa od chwili wystąpienia organizacji (a nie od momentu nieuwzględnienia żądań przez szefa).
Ustalenie chwili powstania sporu jest o tyle istotne, że pozwala ocenić, od którego momentu znajdują zastosowanie przepisy ustawy z 23 maja 1991 r. o rozwiązywaniu sporów zbiorowych (DzU nr 55, poz. 236 ze zm.).
Musi być organizacja
Podczas sporu zbiorowego załogę reprezentuje związek zawodowy. Oznacza to, że wyłącznie taka organizacja może go wszcząć i prowadzić. Jeśli w firmie funkcjonuje kilka związków, mogą one oddzielnie wyrażać opinie i żądania albo utworzyć wspólną reprezentację. Gdy w zakładzie nie działa ani jedna organizacja, tego typu zatarg nie może mieć miejsca. Nie jest również możliwe: