Po ostatniej modyfikacji definicji miejsca pracy pracodawcy chętnie je zmieniają na całą Polskę. [b]Cel przyświeca im jeden: nie chcą płacić diet z tytułu podróży służbowych. I rzeczywiście nie płacą. Ale otwierają oczy ze zdziwienia, gdy zatrudnieni wyciągają rękę po dodatki za nadgodziny.[/b]
Niejednokrotnie po ich wypłacie okazuje się, że zbyt szerokie określenie miejsca pracy to skórka za wyprawkę. Zobaczmy to na przykładach.
[srodtytul]Drożej z nadliczbówkami[/srodtytul]
Zatrudniony mający miejsce pracy w całym kraju nie jeździ w krajowe podróże służbowe. Bez względu na odległość porusza się po terenie wykonywania służbowych obowiązków. Dlatego nie ma prawa do diet. Tyle teoria. W praktyce jednak każdy wyjazd trwa dłużej niż zaplanowane godziny pracy.
Niestety, mało który pracodawca zwraca na to uwagę. Tymczasem, zdaniem prawników, [b]jeżeli czas poświęcony na podróż przekracza co do zasady ośmiogodzinną dobową albo 40-godzinną przeciętną tygodniową normę czasu pracy, to zatrudnionemu trzeba to zrekompensować[/b].