Wydawałoby się, że art. 775 § 1 kodeksu pracy jest jasny, rozstrzyga bowiem jednoznacznie: Pracownikowi wykonującemu na polecenie pracodawcy zadanie służbowe poza miejscowością, w której znajduje się siedziba pracodawcy, lub poza stałym miejscem pracy przysługują należności na pokrycie kosztów związanych z podróżą służbową. Także rozporządzenia wykonawcze powinny być jasne i nie utrudniać czy wręcz uniemożliwiać odzyskanie poniesionych wydatków
Tymczasem rozporządzenie z 19 grudnia 2002 r. o wysokości i warunkach ustalania należności przysługujących pracownikowi z państwowej lub samorządowej jednostki sfery budżetowej z tytułu krajowej podróży służbowej (DzU nr 235, poz. 1990 ze zm.; dalej: rozporządzenie) nie do końca pozostaje w zgodzie z intencją ustawodawcy. Obok (zbędnego) powtórzenia o prawie do zwrotu poniesionych kosztów przejazdów, w tym dojazdów środkami komunikacji miejscowej, upoważnia pracodawcę do określania terminu, miejsca rozpoczęcia i zakończenia podróży oraz wskazania środka transportu.
Bezwzględne ograniczenie prawa do wyboru środka lokomocji wykracza poza kodeksową dyspozycję. Pracodawca w celu ograniczenia swoich kosztów może np. zmusić pracownika do korzystania z najtańszych przewoźników, nie uwzględniając normalnego komfortu podróży. Wskazywanie na długich trasach wyłącznie pociągów osobowych czy klasy drugiej dla pociągów pospiesznych to częste i niejedyne sposoby ograniczania wydatków pracodawcy kosztem pracowników. Nawet jeśli zjawisko to jest marginalne, to nie usprawiedliwia sankcjonowania go w przepisach prawa.
Niedoskonałości przepisów zostały zwielokrotnione po 1 stycznia 2007 r., kiedy rozporządzenie wzbogaciło się (DzU z 2006 r. nr 227, poz. 1661) o § 8a, a szczególnie ust. 3: "Do rozliczenia kosztów podróży pracownik załącza dokumenty (rachunki) potwierdzające poszczególne wydatki; nie dotyczy to diet oraz wydatków objętych ryczałtami. Jeżeli uzyskanie dokumentu (rachunku) nie było możliwe, pracownik składa pisemne oświadczenie o dokonanym wydatku i przyczynach braku jego udokumentowania".
Przepis ten doczekał się wielu, moim zdaniem niewłaściwych, interpretacji, powszechnie zaakceptowanych przez pracodawców.