Tzw. urlop na żądanie nie jest niczym innym jak częścią urlopu wypoczynkowego. Zgodnie z art. 167[sup]2[/sup] [link=http://www.rp.pl/aktyprawne/akty/akt.spr;jsessionid=3805C31C3E8CA8CD90ABC180076F9E82?id=76037]kodeksu pracy[/link] są to maksymalnie cztery dni, których pracodawca musi udzielić na żądanie pracownika i w terminie przez niego wskazanym.
Zatem, odmiennie niż przy standardowym urlopie wypoczynkowym, jego terminu nie określa się w planie urlopów, ustalonym przez szefa lub – u pracodawców, którzy nie mają obowiązku sporządzania planu urlopów – w porozumieniu z pracownikiem (art. 163 k.p.).
To uprawnienie związane tylko ze stosunkiem pracy.
O urlopie na żądanie mogą jednak zapomnieć pracownicy, którzy wykorzystali już w całości przysługujący im wypoczynek. Nie mają do niego prawa także ci, którzy podjęli pierwszą w życiu pracę, przed nabyciem prawa do cząstkowego urlopu (art. 153 § 1 k.p.).
Pracodawca musi go udzielić na żądanie pracownika, które może on zgłosić najpóźniej w dniu rozpoczęcia tego wolnego, ale maksymalnie do chwili przewidywanego rozpoczęcia pracy przez podwładnego według obowiązującego go rozkładu zadań.