Sąd Okręgowy w Łodzi zajmował się pozwem, z jakim przeciwko swojemu pracodawcy wystąpiła Irena C. W lipcu 2014 r. na terenie zakładu produkcyjnego dokonywała ona załadunku plastikowych pojemników o pojemności 20 litrów. W czasie pracy jeden ze stosów pojemników przewrócił się. Z pojemników wylała się woda podeszczowa wraz z resztkami zawartości pojemników, tworząc kałużę. Irena C. ułożyła deski na rozlewisku i kontynuowała pracę. Z czasem rozlaną substancją przesiąkł jej but. Później z jednego z pojemników na dłoń kobiety wylały się resztki zawartości, i dostały się do rękawicy, w której pracowała.

Kobieta poczuła ostre pieczenie i szczypanie. Udała się do łazienki umyć rękę. Poprosiła o nowe rękawice. Jak później tłumaczyła, w trakcie prac pracownicy otrzymywali zwykłe rękawiczki ogrodowe lub lateksowe, które nie chroniły przed polaniem cieczą chemiczną z pojemników. Nie posiadali odzieży ochronnej, pracowali we własnych strojach. Mieli dostęp do fartuchów i masek.

Czytaj także: Wypadek przy pracy: gorszy stan zdrowia uprawnia do podwyżki odszkodowania

Starsi pracownicy przyuczali nowych

W zakładzie nie organizowano szkoleń z zakresu bhp. Zdarzało się, że starsi pracownicy przyuczali nowych.

Następnego dnia kobieta przyszła do pracy, jednak wieczorem zgłosiła się do szpitalnego oddziału ratunkowego. Lekarz stwierdził wystąpienie zaczerwienia oraz pęcherzy surowiczych na dłoni i stopie, które były skutkiem poparzenia kwasem siarkowym. Leczenie ambulatoryjne nie przyniosło efektów. Kobieta została skierowana na oddział dermatologiczny, gdzie była leczona przez 10 dni.

Sąd w Łodzi nie miał wątpliwości, że właściciel zakładu nie realizował obowiązków, o których mowa w art. 304 § 1 Kodeksu pracy, zgodnie z którym pracodawca jest obowiązany zapewnić bezpieczne i higieniczne warunki pracy (...) również osobom fizycznym wykonującym pracę na innej podstawie niż stosunek pracy w zakładzie pracy lub w miejscu wyznaczonym przez pracodawcę. Nie przeprowadził szkolenia wstępnego bhp, brak było w jego zakładzie opracowanej i udokumentowanej oceny ryzyka zawodowego.

Zdaniem biegłego zaniechania te pozostawały w związku z uszkodzeniem ciała doznanym przez Irenę C. Gdyby kobieta została poinformowana o ryzyku zawodowym, jakie jest związane z wykonywaną pracą, została przeszkolona w zakresie zabezpieczenia i ochrony przed działaniem kwasów i została wyposażona w adekwatne środki, z dużym prawdopodobieństwem nie doszłoby do poparzenia skóry substancjami chemicznymi mimo tego, że doszło do ich wycieku.

Związek między zaniedbaniem a szkodą

Sąd stwierdził, że odpowiedzialność przedsiębiorcy za skutki wypadku znajduje oparcie tak w reżimie deliktowym (art. 415 Kodeksu cywilnego) jak i umownym (art. 471). Jak przy tym wyjaśniono, odpowiedzialność ex delicto dotyczy sytuacji, gdy szkoda zostaje wyrządzona niezależnie od istniejącego uprzednio między danymi osobami stosunku zobowiązaniowego, jednakże w takich okolicznościach, w których prawo uznaje określone działanie za bezprawne i zawinione, które polegać może tak na działaniu, jak i na zaniechaniu. Zaniechanie może zostać uznane za czyn niedozwolony, gdy wiąże się z niedopełnieniem ciążącego na sprawcy obowiązku działania. Sąd zwrócił uwagę, że nie można tracić z pola widzenia, że strony łączyła umowa zlecenia, na podstawie której powódka wykonywała na rzecz pozwanego określone czynności faktyczne. Pozwany był właścicielem i zawiadującym pracą w przedsiębiorstwie, a jako pracodawca decydował kogo i w jakiej formie zatrudnia oraz, na jakie stanowisko. To na nim w świetle przepisów prawa pracy ciążył obowiązek zapewnienia swoim pracownikom - tak zatrudnionym na podstawie umowy o pracę jak i na podstawie umowy zlecenia- bezpiecznych i higienicznych warunków pracy, któremu nie zadośćuczynił.

– Nie ma wątpliwości, że nie wywiązując się z tego pozwany nienależycie wykonał zobowiązanie wobec powódki, jednak ze względu na powstanie szkody na osobie, roszczenie powódki rozpatrywać należało w ramach podstawy deliktowej – wskazał SO.

Jak podkreślono w uzasadnieniu, od pozwanego można było oczekiwać, że zapewni swoim pracownikom bezpieczne warunki pracy, w tym także stosowne do podejmowanych czynności przeszkolenie. Pomiędzy tymi zaniedbaniami, a szkodą powódki zachodzi przy tym adekwatny związek przyczynowy. – Łatwo wyobrazić sobie, że gdyby powódka miała pełną, wynikająca z odpowiednego przeszkolenia, świadomość, na jakie może być narażona niebezpieczeństwo, postępowała by inaczej. Gdyby wiedziała, że ma do czynienia z kwasem, nie zlekceważyłaby zapewne ryzyka kontaktu z tą substancją i od razu udałaby się po pomoc medyczną. Wiedzy tej nie mając ograniczyła się do umycia rąk i dalej wykonywała obowiązki, a po pomoc medyczną udała się dopiero, gdy zmusiły ją do tego dolegliwości. Gdyby wyposażona była należycie w środki ochrony osobistej (odpowiednie rękawice, buty), mimo zetknięcia się z substancją żrącą, mogłoby nie dojść do powstania szkody na osobie, albo byłaby ona dużo mniejsza – wyjaśnił sąd.

Sąd nakazał pracodawcy wypłatę 21 tys. zł zadośćuczynienia.

Wyrok Sądu Okręgowego w Łodzi z 5 czerwca 2019 r.

Sygnatura akt: II C 358/18