Taki wniosek można wysnuć z niedawnego orzeczenia Sądu Najwyższego (sygn. I PK 183/07).
Sylwiusz K. pracował w jednej z częstochowskich spółek na stanowisku dyrektora działu technicznego. Zajmował się głównie wprowadzaniem nowych produktów i badaniami marketingowymi. Dlatego pracodawca zawarł z nim w 2005 r. umowę o zakazie działalności konkurencyjnej po ustaniu stosunku pracy. Dyrektor zobowiązał się, że przez rok nie podejmie zatrudnienia w konkurencyjnej firmie.
Pół roku później, kiedy zmienił pracę, spółka zaczęła wypłacać mu odszkodowanie za niepodejmowanie działalności konkurencyjnej w wysokości 20 proc. dotychczasowego wynagrodzenia. Z pierwszą wypłatą jednak spóźniła się o dziewięć dni, a następnej w ogóle nie było. Były pracodawca Sylwiusza K. zażądał natomiast 50 tys. zł odszkodowania przewidzianego w umowie za złamanie zakazu. Okazało się bowiem, że choć K. zatrudnił się na stanowisku handlowca, to jednak pracę podjął w konkurencyjnej do poprzedniego pracodawcy firmie.
Kiedy sprawa trafiła do sądu rejonowego, ten uznał, że gdy były pracodawca spóźnił się z wypłatą pierwszego odszkodowania, umowa o zakazie konkurencji przestała obowiązywać. Sąd okręgowy przychylił się do tego rozstrzygnięcia i odmówił firmie prawa do odszkodowania. Poza tym stwierdził, że dla naruszenia tego zakazu ważne jest to, jakie stanowisko w nowej firmie objął były pracownik, a nie gdzie pracuje.
Firma jednak nie złożyła broni i wystąpiła ze skargą kasacyjną do Sądu Najwyższego, w której zarzuciła sądowi okręgowemu niewłaściwe zastosowanie art. 101