Właściciel niewielkiej hurtowni budowlanej sprzedał wykonawcy towar z trzymiesięcznym terminem płatności. Kiedy po kwartale nie dostał wynagrodzenia – ponad 100 tys. zł – zaczął wydzwaniać do kontrahenta. Prezes nie miał jednak czasu na rozmowy z hurtownikiem. Dobijanie się do niego trwało kolejny kwartał. Po przeszło pół roku od sprzedaży towaru, właściciel hurtowni doszedł do wniosku, że sam nie odzyska długu i poszedł do sądu. Czekał kilka miesięcy aż z prawomocnym wyrokiem zgłosił się do komornika, który zajął się egzekucją. Wtedy jednak jego firma miała już poważne kłopoty, bo straciła płynność.
Według ekspertów od windykacji i monitorowania należności, hurtownik za długo dał się wodzić za nos. Zamiast dzwonić do prezesa, powinien zgłosić dług do biura informacji gospodarczej, by kontrahent nie czuł się bezkarny.
Sąd to ostateczność
Jak mały przedsiębiorca może odzyskać dług od dużego partnera? Zdaniem Bartosza Wyżykowskiego, eksperta z Departamentu Prawnego Lewiatana, pójście do sądu i walka w nim o zaległe wynagrodzenie to ostateczność. Głównie ze względu na czas.
– Rozwiązaniem może być wniesienie pozwu wraz z wnioskiem o rozpoznanie sprawy w postępowaniu nakazowym, które z zasady jest postępowaniem szybszym i pozwala zaoszczędzić koszty, gdyż od takiego pozwu pobiera się tylko jedną czwartą część opłaty – podpowiada Bartosz Wyżykowski.
– Warto wiedzieć, że nakaz zapłaty wydany w postępowaniu nakazowym już z chwilą wydania stanowi tytuł zabezpieczenia. Jeżeli w ciągu dwóch tygodni od doręczenia go pozwanemu, ten nie wniesie zarzutów, staje się on prawomocny i wierzyciel może wnosić do komornika o wszczęcie egzekucji – mówi ekspert Lewiatana.