Najczęściej w procesach sądowych o ustalenie stosunku pracy zatrudnienie pracowników potwierdzają dokumenty (umowy, karty pracy, karty wejść), zeznania świadków czy oświadczenia stron stosunku pracy. Gdy takich brakuje, sąd może sięgnąć po inne dowody, np. wydruki rozmów telefonicznych, tzw. billingi. Tak stało się 5 grudnia 2006 r. w Sądzie Rejonowym w Elblągu. Na ich podstawie skarżąca pracownica potwierdziła, że z pracodawcą łączyła ją kilkumiesięczna umowa (IV P 98/06).
Pracownica zakładu odzieżowego w Elblągu od połowy października 2005 r. szukała pracy. Jej ofertę przyjęto i po kilku dniach pracodawczyni zadzwoniła do niej z informacją, że może zgłosić się do firmy. Nie otrzymała jednak pisemnej umowy, o co kilkakrotnie zabiegała. Choć pracowała po 8 godzin dziennie przez 5 dni w tygodniu, to dostawała tylko 400 zł miesięcznie, czyli mniej niż opiewała ustna obietnica (minimalne wynagrodzenie za pracę). Po kilku miesiącach zgłosiła te nieprawidłowości inspektorowi pracy, który w zakładzie sprawdzał tożsamość zatrudnionych. Wśród trzech pracujących szwaczek była również skarżąca. Ponieważ nikt w firmie nie miał tego dnia dostępu do akt osobowych i umów o pracę, to inspektor polecił przynieść je do oddziału PIP. Szefowa dostarczyła akta, w tym umowę o pracę z pracownicą, która złożyła skargę, ale datę jej zawarcia określono na trzy dni przed kontrolą inspektora.
Po niecałych dwóch miesiącach, kiedy pracownicy wypłacano minimalne wynagrodzenie zamiast wcześniejszych 400 zł, firma wypowiedziała jej umowę. Zgłosiła ona inspektorowi, aby skierował do sądu pozew o ustalenie istnienia jej stosunku pracy od października 2005 r. Na świadków wskazał dwie zatrudnione w firmy szwaczki. Mimo pouczenia o odpowiedzialności karnej za składanie fałszywych zeznań, na pierwszej rozprawie podały, że skarżąca zatrudniła się niedługo przed kontrolą PIP - w końcu maja lub w czerwcu 2006 r.
Inspektor wystąpił więc o przeprowadzenie dowodu z wydruków połączeń telefonicznych. Sąd zażądał od operatorów billingów z aparatu służbowego pracodawcy oraz telefonu domowego pracownicy i telefonu komórkowego jej córki od stycznia do czerwca 2006 r. Wśród tych połączeń wskazano takie, kiedy zatrudniona dzwoniła do firmy z domu, np. w marcu o 6.50, aby usprawiedliwić spóźnienie do pracy z powodu awarii kanalizacji i trwającej naprawy. Innego dnia, 6 kwietnia, do zakładu telefonował jej mąż z wiadomością o śmierci teścia i prosił, aby wzięła dzień wolny na pogrzeb. Pracownica okazała sądowi akt zgonu z tego dnia. Z kolei z telefonu komórkowego kilka razy dzwoniła do firmy córka pracownicy, prosząc, aby odebrała dziecko z przedszkola. Te połączenia pracodawczyni tłumaczyła tym, że prawdopodobnie pracownica i jej córka dowiadywały się o to, czy jest dla nich praca. Z kolei połączenie z 19 października 2005 r. z jej telefonu służbowego do pracownicy, kiedy przyjmowała kandydatkę do firmy, miało być informacją o tym, że nie ma dla niej pracy.
Pracownica pozostawała w stosunku pracy od 20 października 2005 r. do 25 maja 2006 r. Wiarygodne okazały się wydruki połączeń telefonicznych i wyjaśnienia zatrudnionej dotyczące treści rozmów. Sąd nie uwierzył natomiast zeznaniom właścicielki firmy, szczególnie tym o telefonie pracownicy do firmy już o 6.50, a więc przed rozpoczęciem pracy, aby dowiedzieć się, czy jest dla niej zajęcie w zakładzie. Dla sądu niedorzeczne okazały się też twierdzenia pracodawczyni, że 19 października 2005 r. telefonowała do osoby poszukującej zajęcia, aby powiedzieć jej, że pracy nie ma.