Choć częściej słyszymy o kontrolach podatkowych w kontekście np. wielkich afer vatowskich, to właśnie kontrola z urzędu gminy może być dla przeciętnego właściciela nieruchomości czy przedsiębiorcy znacznie bardziej odczuwalna.

W kontroli prowadzonej przez osoby wysłane z urzędu gminy liczą się przede wszystkim wymiary obiektu i stan faktyczny. Urzędnik gminny nie spyta o dochód, ale o to czy garaż jest faktycznie garażem, czy może halą produkcyjną i czy taras nagle nie stał się zabudowanym warsztatem. Podatek od nieruchomości jest specyficzny – opiera się na deklaracji podatnika, która często latami pozostaje nieaktualizowana. Gminy, szukając dodatkowych wpływów do budżetu, coraz częściej sięgają po nowoczesne narzędzia: fotomapy, drony i porównanie danych z ewidencji gruntów z tym, co faktycznie widać za płotem.

Najczęstszym punktem spornym jest zmiana sposobu użytkowania nieruchomości bez powiadomienia organu np. parter w domu mieszkalnym zajęty na gabinet kosmetyczny lub biuro rachunkowe. Dla gminy to sygnał do zmiany stawki podatku z „mieszkalnej” na znacznie wyższą, związaną z prowadzeniem działalności gospodarczej. Różnica w stawce może być nawet trzydziestokrotna. Urzędnicy gminni mają też unikalną wiedzę lokalną. Wiedzą, kto rozbudował warsztat samochodowy, kto wyasfaltował plac przed firmą i kto od lat udaje, że jego pensjonat to „budynek w budowie”.

O tym, czego należy się spodziewać podczas takiej kontroli, co sprawdzą gminni urzędnicy i jakie mogą być skutki przeprowadzonej kontroli, piszemy szczegółowo w artykule pt. "Kontrolerzy mogą być wysłani z urzędu gminy".

Reklama
Reklama

Zapraszam do lektury Tygodnika Podatników.