- możliwość rozwoju zawodowego i awansu,
- atrakcyjny, motywacyjny system wynagrodzeń.
Jaki jest skutek takiej polityki? Pracodawcy roztaczają wizję wspaniałej przyszłości, która w ich mniemaniu powinna być wymarzona dla kandydata, podczas gdy oczekuje on czegoś zupełnie innego. Stąd logiczne byłoby, aby na podstawie tak ogólnych informacji pracodawca już na pierwszym spotkaniu przedstawił oferowane warunki. Z praktyki konsultingowej wiem, że najczęściej zasłaniając się tajemnicą podczas rekrutacji, pracodawcy deklarują, że o pieniądzach będą rozmawiać na końcu tylko z osobami, które pozytywnie przejdą sito selekcji. Kandydat do końca nie wie więc, jakich zarobków może się spodziewać, a gdy po długiej procedurze zostanie dopuszczony „do wielkiej tajemnicy”, proponowana kwota jest niewspółmierna do oczekiwań. Oczywiście pracodawca, któremu zależy na kandydacie, może podwyższyć pensję, ale w wielu wypadkach rekrutację trzeba ponownie przeprowadzić albo przynajmniej cofnąć do etapu, kiedy ofertą pracy interesowało się więcej chętnych. Nawet w tym wypadku skutek nie jest gwarantowany, bo oczekiwania innych będą podobne do tych, które miał pierwszy kandydat, albo w międzyczasie znalazł on inne zajęcie.
Brak klarownej informacji o zasadach ustalania warunków pracy w firmie odbija się nie tylko na samej procedurze przyjęcia, ale też na sytuacji wewnątrz firmy. Coraz częściej dotychczasowi pracownicy, aby dostać podwyżkę, powinni zwolnić się z pracy, a następnie czekać na ofertę pracodawcy. Ten dopiero w momencie utraty doceni wartościowego i ważnego dla firmy pracownika.
Co gorsza, takie podejście przeradza się w poczucie dyskryminacji w zatrudnieniu. A stąd już krok do tego, aby pracownik wystąpił z roszczeniem przeciwko pracodawcy. Gdyby przy braku obiektywnych podstaw osoby nowo przyjęte otrzymywały wyższe zarobki niż dotychczasowi zatrudnieni, ci ostatni mogą na podstawie art. 18
3d