Polska gospodarka przypomina dziś samochód, który po mocnym hamowaniu jedzie już wyraźnie wolniej, ale wciąż ma sporą prędkość. Rozsądny kierowca nie wciska w takiej sytuacji gazu do podłogi - zdejmuje nogę z hamulca powoli, sprawdzając, czy droga rzeczywiście jest pusta. Dokładnie tak, moim zdaniem, powinna zachować się teraz Rada Polityki Pieniężnej.
Uważam, że przestrzeń do jednej, niewielkiej obniżki stóp procentowych jeszcze w tym roku wciąż istnieje. Nie musi się ona jednak zmaterializować już we wrześniu. Reagowanie na pojedynczy, korzystny odczyt inflacji byłoby dziś większym błędem niż cierpliwe poczekanie na potwierdzenie, że spadek cen ma charakter trwały, a nie chwilowy. Dwa czynniki każą zachować czujność: napięcia na Bliskim Wschodzie, które mogą jeszcze wywindować rafineryjne marże, oraz wygaszanie programu CPN, którego pełne skutki dla cen paliw poznamy dopiero za kilka miesięcy. Podkreślę, że za parę dni będziemy mądrzejsi o szybki szacunek inflacji w lipcu.
Nie podzielam natomiast obaw – powracających w części komentarzy – że kolejnym ruchem Rady miałyby być podwyżki. Taki scenariusz wymagałby wyraźnego i trwałego odbicia presji inflacyjnej, a dziś nic na to nie wskazuje: dynamika płac słabnie, popyt się nie przegrzewa, a czerwcowy odczyt CPI wylądował w okolicach celu inflacyjnego NBP. Najbardziej prawdopodobny scenariusz na najbliższe miesiące to zatem stabilizacja stóp na obecnym poziomie, z otwartą furtką do jednej, ostrożnej obniżki jeszcze przed końcem roku – jeśli kolejne dane rzeczywiście tę furtkę potwierdzą.